Katastrofalny rok w relacjach USA z Pakistanem.

 

źródło: alaiwah.wordpress.com

Już wkrótce w zachodnich partiach gór Hindukusz stopnieją śniegi. Oznacza to, że rozpocznie się kolejny – już jedenasty – wiosenny sezon intensywnych i zaciętych walk w Afganistanie. Sezon przełomowy, bo ostatni, w którym amerykańscy dowódcy mają do dyspozycji tak dużą ilość żołnierzy, również ostatni kiedy to koalicja ma dźwigać na sobie główny ciężar walk.   Jak wiadomo dobre relacje i współpraca z Pakistanem są niezbędne by można w ogóle myśleć o pozytywnych efektach wysiłku w Afganistanie. Podczas gdy owocna kooperacja na linii Waszyngton – Islamabad jest potrzebna jak nigdy wcześniej za nami najgorszy rok w historii wzajemnych stosunków niedawnych sojuszników.

Rok 2011 od samego początku był pechowy. 27 stycznia w Lahore Amerykanin Raymond Davis zastrzelił dwóch Pakistańczyków. Davis był pracownikiem firmy Xe Services (dawniej Blackwater, obecnie Academi), jednej z największych firm PMC na świecie. W czasie gdy dokonał zabójstw był pracownikiem kontraktowym w amerykańskim konsulacie w Lahore. Mimo, że objęty był immunitetem został aresztowany przez pakistańskie władze. Wokół sprawy narastało wiele kontrowersji. Davis utrzymywał, że strzelał w obronie własnej. Dwaj mężczyźni rzekomo chcieli go okraść. Pojawiły się głosy, że Pakistańczycy byli agentami ISI, którzy śledzili Davisa wykonującego zadania dla CIA. Miało to jednak drugorzędne znaczenie. Sprawa wywołała kryzys dyplomatyczny. Ponownie światło dzienne ujrzała kwestia zbyt dużego angażowania przez rząd USA znienawidzonych na wszystkich kontynentach PMC’s. Sprawa Raymonda Davisa wznieciła również kolejną falę oburzenia pośród mocno antyamerykańskiej ludności Pakistanu. Miejscowe media i duchowni zgodnie domagali się wyroku śmierci dla Davisa, a największe pakistańskie ugrupowania terrorystyczne domagały się jego wydania, grożąc równocześnie zamachami w razie wypuszczenia więźnia. Zarzuty jednak ostatecznie oddalono, Davis wyszedł na wolność, a rodziny dwóch zabitych Pakistańczyków uzyskały milionowe odszkodowania. Wymagało to zapewne dużej ilości pracy ze strony amerykańskiej dyplomacji, udało się jednak uniknąć najgorszego. Stosunki między oboma krajami zostały jednak nadwyrężone, a był to dopiero początek roku.

Kolejny cios nastąpił w kwietniu. Z wizytą w Pakistanie przebywał najważniejszy amerykański żołnierz – admirał Mike Mullen, ówczesny Przewodniczący Połączonego Kolegium Szefów Sztabów. Pozwolił on sobie po raz pierwszy publicznie i oficjalnie skrytykować Pakistan za niedostateczne wysiłki na rzecz walki z terroryzmem i Talibami. Co więcej oskarżył pakistańskie służby o wspieranie Haqqani Network. To, że wysoki amerykański przedstawiciel, podczas oficjalnej wizyty pozwolił sobie na tak miażdżącą krytykę dobitnie świadczyło o tym, że nerwy sojuszników napięte są do granic możliwości, a pozytywne relacje wiszą na włosku.

 

Prawdziwa bomba wybuchła 2 maja. Wszyscy pamiętamy ten dzień. Po wielu latach polowań Amerykanom udało się wreszcie dopaść Osamę bin Ladena. Ta zakończona sukcesem akcja elitarnego amerykańskiego oddziału DEVGRU (potocznie SEAL Team Six) rzuciła ogromny cień na stosunki USA z Pakistanem. Tego dnia Pakistan został upokorzony na oczach całego świata. Po pierwsze okazało się, że bin Laden od dłuższego czasu rezydował w Abbottabad, mieście oddalonym od stolicy Pakistanu o około 50 kilometrów. Mieście na wskroś wojskowym, gdyż znajduje się tam pakistańska akademia sił zbrojnych. Nikt nie uwierzył, że rząd Pakistanu przez całe lata nie zdawał sobie sprawy, że najbardziej poszukiwany terrorysta na świecie pomieszkuje w sporej willi pod nosem pakistańskiej armii i służb specjalnych. Drugim policzkiem była sama akcja, która odbyła się bez jakiejkolwiek pomocy Pakistanu. Amerykanie nie poinformowali sojusznika o swoich planach. Po prostu, przelecieli przez setki kilometrów pakistańskiej przestrzeni powietrznej, wylądowali, zrobili to czego zażyczył sobie prezydent Obama i nie niepokojeni wrócili przez Afganistan na lotniskowiec USS John C. Stennis. Pakistan został ośmieszony politycznie i militarnie.

Władze Pakistanu opanowała panika. Na początku oświadczyły, że armia Pakistanu brała udział w planowaniu, a także przeprowadzeniu akcji. Ba, wojskowi twierdzili nawet, że Pakistan utracił podczas misji śmigłowiec. Oświadczenie z Waszyngtonu szybko jednak zadało kłam tym twierdzeniom. Mętne tłumaczenia pakistańskich oficjeli, zarówno o braku wiedzy, że bin Laden spokojnie żyje w Pakistanie, jak i o samej akcji pogrążały ich jeszcze bardziej.  Najwyższe kręgi władzy i armii opanowała bezsilna wściekłość na Amerykanów. Doprawdy trudno im się dziwić. Do końca roku było jednak jeszcze daleko.

Katastrofa nastąpiła 26 listopada. Tego dnia siły NATO (śmigłowce Apache, AC-130 Gunship, F-15) ostrzelały dwa posterunki wojskowe w Pakistanie zabijając 24  żołnierzy w tym dwóch wysokich oficerów, raniąc wielu kolejnych. Tę tragiczną pomyłkę starano się tłumaczyć na wiele sposobów. Rzeczywiście granica pomiędzy Pakistanem a afgańską prowincją Kunar nie jest jasno wytyczona, do Pakistanu zbiegł oddział Talibów, który z jego terytorium ostrzeliwał siły ANA i NATO, o nieszczęśliwy wypadek nie trudno. Dla władz Pakistanu było to jednak przepełnienie czary goryczy.

Konsekwencje ataku były dla NATO bardzo bolesne. Pakistan zablokował szlaki, którymi zaopatrywane są wojska walczące w Afganistanie. Transporty, które znajdowały się wówczas w trasie nie dotarły na miejsce. Afganistan został odcięty od południa i wschodu, a do dziś  jedyną możliwą drogą zaopatrzenia pozostaje północna granica Afganistanu. Tranzyt tamtędy odbywać musi się przy akceptacji z Moskwy co zapewne stawia amerykańską dyplomację w niezbyt silnej pozycji w negocjacjach z Rosją. Ponadto Pakistan zażądał natychmiastowego zamknięcia lotniska Shamshi, używanego przez Amerykanów jako punktu wypadowego dla ich bezzałogowców. W rewanżu Amerykanie zablokowali militarne i finansowe wsparcie dla niedawnego partnera.

Wymieniłem cztery najbardziej kryzysowe sytuacje w relacjach Pakistanu z USA w 2011 roku, było ich jednak znacznie więcej. Nie zapominajmy, że ciągłe kontrowersje wzbudzają loty amerykańskich UAV, które naruszając pakistańską przestrzeń powietrzną polują na Talibów i terrorystów. Na terenie sąsiada Afganistanu działają również amerykańskie siły specjalne eliminując cele wskazywane przez zwerbowanych w Pakistanie agentów.

Obecnie relacje obu krajów są tak fatalne, że mogą być już tylko lepsze. Wydaje się, że wraz z odwilżą w Hindukusz, może nastąpić również odwilż w stosunkach Pakistanu z USA. W pakistańskim parlamencie trwają obecnie dyskusje na resetem relacji z USA. Islamabad stawia jednak ciężkie (w zasadzie od dawna powtarzane) warunki. Zaprzestanie nalotów UAV, zaprzestanie rajdów sił specjalnych, a także oficjalne przeprosiny prezydenta Obamy za listopadowy incydent. Trudno powiedzieć kiedy stosunki się poprawią, jednak w obu krajach wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że jako partnerzy są sobie niezbędni. Amerykanie potrzebują wsparcia Pakistanu w zwalczaniu Talibów i Al-Qaidy, chcą również „mieć oko” na pakistańską broń jądrową. Pakistan z kolei potrzebuje amerykańskich pieniędzy (20 mld $ wsparcia od 2001 roku)…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Afganistan, Pakistan i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Katastrofalny rok w relacjach USA z Pakistanem.

  1. Pingback: Sezon walk Anno Domini 2012 – ostatni taki rok. | nowastrategia

  2. Pingback: Doktryna Obamy – tajne wojny prezydenta USA. | nowastrategia

  3. Pingback: Haqqani Network – zabójcze narzędzie Pakistanu. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s