Stany Zjednoczone… Arabii?

 

źródło: news.xinhuanet.com

Na początku marca przywódcy Rady Współpracy Zatoki Perskiej ogłosili, że będą dążyć do przekształcenia swojego sojuszu, opartego na kooperacji, w konfederację. Do tej pory głównymi celami Rady, ciała powstałego w 1981 roku, było rozwijanie współpracy na płaszczyźnie gospodarczej, społecznej i administracyjnej. Rok temu , w czasie zamieszek w Bahrajnie, Rada pokazała jednak, że potrafi również przyjąć zdecydowaną polityczną i militarną postawę w obronie swoich interesów.  Obecne plany „naftowych” monarchów spowodowane są wzrastającymi  w regionie zagrożeniami dla państw Rady (należą do niej: Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Oman, Kuwejt i Katar), a także częściowej utracie zaufania wobec USA. Jakie dokładnie to zagrożenia i czy planowana konfederacja ma szansę powstać ?

O potrzebie głębszej integracji członkowie Rady mówili już na szczycie w Rijadzie, w grudniu 2011 roku. Oficjele arabscy uznali przyszłą konfederację za „konieczność, a nie luksus”. Jako przyczynę poszerzenia współpracy podaje się zmniejszenie stabilności w regionie spowodowane wybuchem „arabskiej wiosny”, a także wzrastające zagrożenie ze strony Iranu.

Rzeczywiście, wybuchy niezadowolenia wśród arabskich narodów zmieniły region. Powstanie w Bahrajnie (które nadal się tli) uświadomiło w pełni władcom półwyspu, jak wielkim zagrożeniem dla ich władzy może być wrzenie wśród tłumów. Największą zmorą dla monarchów jest możliwość przejęcia władzy przez Szyitów. Właśnie oni są główną siłą napędową zamieszek w Bahrajnie, stanowią na tej wyspie większość. Możliwość „rozlania” się buntu szyickiego byłaby katastrofalna dla Saudów. W Arabii Saudyjskiej również występuje spora szyicka populacja, co więcej zamieszkuje ona kluczowe, roponośne tereny na wschodzie kraju. Choć większość państw Rady uniknęła zamieszek na skalę znaną choćby z Egiptu (władcy zapobiegli im poprzez wpompowanie ogromnych kwot w świadczenia socjalne), możliwość ich wybuchu pozostaje realnym zagrożeniem.

Szyickie rozruchy w Bahrajnie były wspierane przez Iran i Hezbollah. Monarchowie z Rady nie mają co do tego wątpliwości. Państwa półwyspu obawiają się irańskich wpływów we własnych krajach, co w dalekim efekcie może doprowadzić do przewrotu podobnego do Rewolucji Irańskiej z 1979 roku. Zapobieżenie tej groźbie było jednym z powodów powstania Rady i jej wsparcia dla Iraku podczas wojny iracko-irańskiej. Obawiają się również wzrastającej konwencjonalnej potęgi Iranu. Blokada Cieśniny Ormuz, którą Iran grozi regularnie od dłuższego czasu, miałaby dla państw Rady katastrofalne skutki gospodarcze. Oczywisty niepokój budzi również irański program atomowy.

Kolejnym faktorem zbliżającym do siebie państwa Rady jest podminowanie zaufania, jakie Rada żywiła w stosunku do USA. Spadło ono zdecydowanie w ciągu prezydentury Baracka Obamy, a szczególnie od początku 2011 roku. Monarchowie bacznie obserwowali politykę USA wobec Hosniego Mubaraka. Administracja Obamy bardzo szybko wycofała poparcie dla swojego głównego sojusznika w regionie. USA kooperowały z prezydentem Egiptu przez ponad 30 lat, a odstąpiły od niego po kilkunastu dniach protestów. Rada obawia się, że w razie niepokojów w ich krajach, Amerykanie mogliby postąpić podobnie. Już w stosunku do wypadków w Bahrajnie Waszyngton zachowywał się dwuznacznie. W szerszej perspektywie wśród członków Rady dominuje pogląd, że zachowanie USA po 11 września 2001 roku osłabiło bezpieczeństwo w regionie dla państw Półwyspu, doprowadzając przy okazji do wzmocnienia Iranu. Nie można odmówić im racji w tej kwestii.

Według „naftowych” monarchów, zacieśnienie wzajemnej współpracy jest rozwiązaniem, które wychodzi naprzeciw tym zagrożeniom. Czy wizja konfederacji ma szanse się zmaterializować? Analitycy ze STRATFOR uważają, że nie twierdząc, iż różnice między państwami członkowskimi Rady są większe niż punkty wspólne.

Do najważniejszych czynników jednoczących należą monarchiczne ustroje państw Rady, oparcie dochodów na eksporcie surowców, zależność od napływowej siły roboczej, mniejszości szyickie (poza Bahrajnem) i wreszcie bliska współpraca z USA. Utworzenie konfederacji napotkałoby jednak również na wiele przeszkód. Choć z definicji konfederacja opiera się na równości tworzących ją podmiotów, w przypadku Półwyspu Arabskiego na czoło wysunęłaby się Arabia Saudyjska, która już teraz dominuje w sojuszu. Przeciwne dominacji Saudyjskiej są zwłaszcza Katar, ZEA i Oman.

Jeśli przyjrzymy się bliżej dostrzeżemy, że państwa Rady wcale nie są identyczne ustrojowo, a różnice w ich polityce bywają wyraźne. Na przykład parlamentaryzm w Kuwejcie jest rozwinięty znacznie bardziej niż w pozostałych krajach. Biorąc pod uwagę, że Arabia Saudyjska za wszelką cenę nie będzie chciała dopuścić do rozszerzenia się tego typu wzorców na resztę organizacji, kuwejcki system polityczny mógłby upaść. Bardzo niezależną politykę prowadzi również bogaty Katar. Wewnętrznie jest to państwo bardziej liberalne, a w polityce zagranicznej działa jednostronnie i aktywie. Widoczne było to w przypadku konfliktu libijskiego, a także utworzenia izraelskiego przedstawicielstwa w tym kraju, czy zaproszeniu na szczyt Rady w Doha prezydenta Iranu. Katar swoimi decyzjami kilkukrotnie wprowadzał resztę Rady w konsternację.

Państwa z południa Półwyspu – Oman, Katar i ZEA są również mniej stanowcze w stosunkach z Iranem. Również Bahrajn rozwija z Teheranem gospodarcze przedsięwzięcia. Kraje te nie są tak agresywne w retoryce antyirańskiej obawiając się o własne interesy. Rzeczywiście, niezgodność niektórych aspektów polityki wewnętrznej i zagranicznej mniejszych państw Rady, w stosunku do postawy Arabii Saudyjskiej może stanowić problem. Czy jednak przekreśla to szanse na zacieśnienie współpracy ?

Uważam, że nie. Zagrożenia zarysowujące się przed monarchiami naftowymi wydają się być dostatecznie duże by stłumić różnice. „Arabska wiosna” jeszcze się nie skończyła. Co więcej, wydarzenia w Syrii, nabierające co raz bardziej sektariańskiego charakteru mogą wywołać kolejne fale buntu wśród Szyitów. Niepokój musi budzić również skrajnie niestabilny Jemen. Iran pozostaje zagrożeniem i na razie nic nie wskazuje by miało się to zmienić w możliwym do przewidzenia okresie czasu.

Jednak największe obawy może nad Zatoką wzbudzać postawa USA. Jak wiadomo prezydent Obama zapowiedział przeniesienie głównego ciężaru militarnego zaangażowania USA z Bliskiego Wschodu w region Pacyfiku. Abstrahując od tego, czy Obama będzie mógł spełnić swój plan zmniejszenia uwagi na Bliskim Wschodzie, monarchowie Półwyspu nie są ślepi. Doskonale wiedzą, jak wielkie cięcia budżetowe czekają amerykańskie siły zbrojne w najbliższych latach. Wiedzą również, że w regionie Pacyfiku USA mogą stanąć przed wyzwaniami, które nie pozwolą im obronić swoich arabskich sojuszników w razie realnego zagrożenia.

Artykuł ukazał się również na portalu http://www.politykaglobalna.pl , pod tytułem „Stany Zjednoczone …Arabii? Początki integracji w regionie Zatoki Perskiej”. 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman, ZEA i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Stany Zjednoczone… Arabii?

  1. Pingback: USA przerzucają F-22 w rejon Zatoki Perskiej. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s