Amerykański wywiad a program atomowy Iranu – czy możemy spać spokojnie ?

źródło: prasowki.org

Cała rodzina amerykańskich instytucji wywiadowczych, która w chwili obecnej składa się z aż szesnastu agencji, poniosła w swej historii wiele spektakularnych klęsk. Zapewne odniosła również wiele sukcesów, taka to już jednak „branża”, że jeśli się coś udaje to w większości przypadków informacje na ten temat pozostają tajne. Gdy jednak wywiad państwa zawodzi, politycy i obywatele przekonują się o tym na własnej skórze, przeważnie w sposób bardzo bolesny.

Amerykański wywiad z CIA na czele pomylił się „jedynie” o cztery lata w kwestii wejścia Związku Radzieckiego w posiadanie broni nuklearnej, nie przewidział agresji Korei Północnej na Południową, a tym samym początku krwawej wojny na półwyspie, nie przewidział i nie był w stanie powstrzymać rewolucji irańskiej 1979 roku ani inwazji ZSRR na Afganistan kilka miesięcy później. By spojrzeć na czasy nam bliższe – dopuszczono do ataku na World Trade Center i Pentagon 11 września 2001 roku. Również wywiad amerykański odpowiedzialny jest za danie prezydentowi Bushowi pretekstu ataku na Irak w 2003 roku. Dziś wiemy, że choć Saddam Hussajn mógł chcieć by opinia międzynarodowa myślała, że posiada on broń masowego rażenia, w rzeczywistości Irak nie dysponował takimi środkami. CIA nie potrafiła ocenić sytuacji, czego efektem była jedna z najgorszych decyzji w historii polityki międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.

Casus iracki jest bardzo znaczący, gdyż podkreśla pewną przypadłość, na którą CIA cierpi od samego początku, mianowicie niezdrowe stosunki z Białym Domem. Kolejni prezydenci bądź ignorowali agencję, nie korzystając z jej możliwości i doprowadzali do jej upadku, bądź widzieli w niej swoje narzędzie polityczne. Agencja spełniała rolę wytrycha, którym posługiwano się by usprawiedliwiać wcześniej zaplanowaną politykę kolejnych administracji. Właśnie tak było za pierwszej kadencji Georga Busha. Prezydent chciał zaatakować Irak, a agencja dostarczyła „dowodów”, które to usprawiedliwiły.

Efektem niewłaściwych kontaktów między Langley a Waszyngtonem jest upadek CIA, który postępował stopniowo od końca kadencji Busha seniora, a po irackim blamażu osiągnął apogeum. Obecnie CIA zamiast skupić się na tym co powinno być jej główną misją – zbieraniu informacji, jest przybudówką Pentagonu, a większość jej zadań sprowadza się do  bezpośredniej walki z terroryzmem. To jednak temat na zupełnie inny artykuł.

Wieści zza oceanu głoszą, że Barack Obama jest prezydentem, który spojrzał na agencje w sposób bardziej przychylny. Nieważne jednak czy prezydent Obama współpracuje z CIA lepiej, czy gorzej niż jego poprzednicy. Pewne jest, że wywiad USA stanie w najbliższym czasie przed kolejnym wielkim wyzwaniem – rzetelnej oceny irańskiego programu nuklearnego. Niewykluczone, że ocena ta będzie miała duży wpływ na decyzję jakie w tej kwestii podejmie prezydent Obama (lub jego ewentualny następca). Być może od wywiadu będzie zależało zaangażowania się USA w kolejną operację zbrojną.

Według aktualnej, jednoznacznej opinii całej amerykańskiej rodziny wywiadowczej Iran nie pracuje w tej chwili nad bronią nuklearną. Iran zawiesił pracę nad bronią jądrową w 2003 roku (pod wrażeniem determinacji z jaką Bush zaatakował Irak, to chyba jedyny pozytyw inwazji ) i według wywiadu do tej pory jej nie wznowił. Nie ulega wątpliwości, że Iran masowo wzbogaca uran i rozwija infrastrukturę nuklearną, budując co raz to głębiej pod ziemią osadzone instalacje, nie ma jednak w Teheranie politycznej decyzji, żeby rozpocząć tworzenie arsenału nuklearnego. Uważa się, że na szczytach irańskiej władzy trwają zażarte dyskusje nad tym czy program nuklearny ma nabrać wojskowego charakteru.

Według artykułu New York Times, na który powoływałem się powyżej, z opiniami amerykańskiego środowiska wywiadowczego zgadza się Mossad. To według mnie znak, który umacnia ocenę Amerykanów i nadaje jej większe prawdopodobieństwo celności. Wiadomo, że Izrael ma znacznie lepiej rozwinięty wywiad na Bliskim Wschodzie. Podczas, gdy Amerykanie przyznają, że nie posiadają siatek agentów w Iranie, Izrael rozwija tam skomplikowane operacje.

Opinia wywiadu wydaje się na ten moment dość jasna, zagrożenie jest sprawą odległą. Czy jednak można jej zaufać biorąc pod uwagę wcześniejsze porażki? Po pierwsze za CIA ciągnie się piętno Iraku. Błąd z 2003 roku ma ogromny wpływ na jej obecną formę i mentalność pracujących w niej ludzi. Obawa przed ponownym popchnięciem USA do wojny, która może okazać się nieuzasadniona jest niewątpliwie paraliżująca i może w znaczny sposób wypaczać ocenę irańskiego programu atomowego. Dodając do tego, że jak przyznają osoby z kręgu wywiadu USA, Iran jest gruntem rozpoznanym niedostatecznie dokładnie, a wiedza na jego temat posiada wiele dziur, można wysnuć obawę , że amerykański wywiad nie doceni zagrożenia.

Druga obawa wynika z groźby upolitycznienia pracy wywiadu, podobnie jak w roku 2003. Choć w Waszyngtonie mówi się obecnie, że administracja Obamy nie naciska na CIA i pozwala agencji swobodnie pracować, należy do tych opinii podchodzić ostrożnie. Byłoby wspaniale gdyby była to prawda, jednak historia od 1945 roku każe zachować rezerwę wobec tego typu opinii. Oczywistym jest, że Barack Obama za wszelką cenę pragnie uniknąć jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego w roku wyborów. Dążenia te widać w postawie wobec Iranu, a zwłaszcza wobec Syrii. Opozycja w sposób otwarty zarzuca Białemu Domowi, że naciska na CIA by agencja „produkowała” raporty bagatelizujące zagrożenie ze strony Iranu.

Trzecia obawa może powstawać w wyniku niepewnej skuteczności samej pracy wywiadu USA. Abstrahując nawet od „kompleksu irackiego” i hipotetycznych nacisków z Białego Domu może dojść do popełnienia błędów w ocenie. Jak wspominałem pozycja USA w Iranie jest słaba. Dominuje zbieranie informacji poprzez nasłuch, badania za pomocą satelitów i innych środków technicznych. Najskuteczniejszym źródłem, czyli agentami „na ziemi” USA nie dysponują. Sami członkowie wywiadu przyznają, że Iran jest trudniejszym polem działania niż Korea Północna. O ile wzbogacanie uranu czy budowę rakiet balistycznych, z racji rozmachu tych przedsięwzięć, można obserwować za pomocą środków technicznych, o tyle pracę nad bronią jądrową niekoniecznie. A już na pewno za pomocą satelity nie przejrzy się politycznych przepychanek w Teheranie, które mogą być kluczowe.

W tę sobotę (14 IV) wznowione zostaną rozmowy Rady Bezpieczeństwa ONZ + Niemiec z Iranem na temat programu atomowego. Możliwe, choć mało prawdopodobne biorąc pod uwagę wcześniejsze negocjacje, że osiągnięte zostanie jakieś porozumienie. Co w przeciwnym wypadku? Czy możemy spać spokojnie? Według amerykańskich środowisk wywiadowczych tak. Tyle, że przed Pearl Harbor i 9/11 też nikt nie bił na alarm.

Tekst można znaleźć również na portalu politykaglobalna.pl pod tytułem „Porażki wywiadu USA, a program atomowy Iranu: czy możemy spać spokojnie?”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iran, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Amerykański wywiad a program atomowy Iranu – czy możemy spać spokojnie ?

  1. Pingback: Defense Clandestine Service – nowa jednostka wywiadowcza Pentagonu | nowastrategia

  2. Pingback: Czy Izrael powinien jak najszybciej zaatakować Iran? | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s