„Piwot” na Pacyfik. Sztandarowy projekt Baracka Obamy.

źródło: chivethebrigade.wordpress.com

Mniej więcej od ostatniego kwartału 2011 roku, coraz głośniejsze i częstsze były głosy, dotyczące pewnego przewartościowania w amerykańskiej polityce zagranicznej. Rzecz dotyczy skupienia znacznie większej uwagi na Pacyfiku i Azji, a by być bardziej konkretnym, na Azji Południowo-Wschodniej powiększonej o wschodnie akweny Oceanu Indyjskiego i tak zwaną Australazję. Najpełniej wyraz nowym planom dała Sekretarz Stanu Hilary Clinton w swoim obszernym artykule opublikowanym na łamach Foreign Policy. Jednak czy zmiany w podejściu proponowane przez administrację Obamy są tak duże, że możemy mówić o znaczącej reorientacji w polityce USA? Jakie działania zostały już podjęte, a jakie są planowane? Jakie skutki „piwot” może przynieść?

Zacząć trzeba od tego, że chętnie używane przez polityków słowo „piwot” od początku było niefortunne. Słowo to, kojarzące się ze zwrotem nagłym i gwałtownym, nie oddawało natury planów, a ponadto niepokoiło amerykańskich sojuszników w innych regionach globu. Administracja Obamy zaczęła więc używać znacznie łagodniejszego sformułowania – „rebalancing”. Media, swoim zwyczajem, podchwyciły jednak „piwot”. Tym samym słowo to na stałe przylgnęło do amerykańskich planów.

Skupienie jak największej  uwagi na regionie, który rozciąga się od Indii po Australię i Tajwan wydaje się być w dzisiejszych czasach słuszne. To najdynamiczniej rozwijający się ekonomicznie region na świecie, co więcej zdominowany przez Chiny – największego gospodarczo konkurenta USA. Region charakteryzuje największa w świecie ilość i zagęszczenie ludności. Przebiegają tędy również najważniejsze morskie szlaki handlowe. W regionie znajdują się sporne terytoria morskie, które mogą zrodzić w przyszłości konflikty. Konflikty z udziałem Chin właśnie. Zjawiskiem, które również wymaga zwiększonej amerykańskiej uwagi jest na pewno gwałtownie rosnący, a co gorsze nietransparentny, chiński potencjał militarny (zwłaszcza morski).

Wsparcia i większej uwagi domagali się również amerykańscy sojusznicy w regionie, którzy mogli poczuć się „zaniedbani” trwającym już ponad 10 lat skupieniem USA na Bliskim Wschodzie. Sojusznicy są również zaniepokojeni wzrastającą potęgą Chin. Obama chce realizować nową politykę poprzez zwiększenie obecności militarnej w regionie, możliwą tym bardziej, że USA wycofały się z Iraku i zmniejszają siły zaangażowane w Afganistanie. Poprzez zacieśnienie współpracy, również wojskowej, z sojusznikami takimi jak Tajwan, Filipiny,Australia czy Singapur. Podkreśla się również rozwój więzi gospodarczych z regionem.

W podejściu tym nie ma wielu nowości. USA obecne były w regionie od końca XIX wieku, także po II Wojnie Światowej rozwijały każdy z wyżej wymienionych aspektów. To prawda, że obecnie większość potencjału militarnego w regionie Pacyfiku zgromadzone jest w północnej części regionu – w Japonii i Korei. Ma się to zmienić, zwłaszcza jeśli chodzi o siły w Japonii. Projekty Obamy trudno jednak nazwać rewolucyjnymi, a większość z planowanych inicjatyw była rozwijana już za prezydentury Busha, choć część z nich, na przykład szczegóły dotyczące zwiększenia obecności militarnej, nabrały konkretnych kształtów.

Co jednak w podejściu Obamy jest ważne, to podkreślanie chęci zaangażowania w region. Znaczenie tej postawy wiążę się ściśle z kłopotami budżetowymi jakie czekają amerykańskie siły zbrojne. Co raz gorsze wieści z Pentagonu, rzeczywiście mogły zaniepokoić amerykańskich sojuszników w Azji, którym w oczy zaglądała chińska dominacja. Barack Obama dał jasno do zrozumienia, że region Pacyfiku (podobnie jak Bliski Wschód) w żadnym stopniu nie ucierpi na cięciach w budżecie Departamentu Obrony. To bardzo ważny sygnał, choć może nie całkiem zgodny z prawdą. Jeśli USA ogólnie zmniejszą swój potencjał, to pośrednio dotknie to każdego regionu, w którym są zaangażowane.

Idea „piwotu” niesie za sobą duże wymagania, a także możliwe konsekwencje, zarówno gospodarcze, dyplomatyczne, jak i wojskowe. Chciałbym skoncentrować się na tych ostatnich. Ważnym ogniwem nowej amerykańskiej strategii ma być Australia, wieloletni sojusznik USA. W bazie w Darwin od kwietnia są już pierwsi żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej. Obecnie stacjonuje ich tam  200, ale docelowa liczba ma oscylować około 2,500 i stanowić kompletny Marine Air-Ground Task Force. Ponadto Amerykanie w większym stopniu używać będą australijskich lotnisk, a najpewniej również bazy morskiej Stirling położonej nad Oceanem Indyjskim niedaleko Perth (pod koniec kwietnia wracający z Bliskiego Wschodu do bazy w San Diego lotniskowiec USS Carl Vinson odwiedził tę bazę).

Rozwijać ma się również współpraca z Singapurem. USA planują w tym państwie stworzenie placówki, w której stacjonować będą cztery okręty LCS. Amerykanie posiadają obecnie dwie tego typu jednostki, które aktualnie odbywają ćwiczenia u amerykańskich wybrzeży Pacyfiku. Kolejne dwa LCS’y mają wejść do służby na jesieni 2012 roku.

Planowane jest również zwiększenie współpracy z Filipinami. Tu znane jest mniej konkretów. Aktywna współpraca z tą byłą amerykańską kolonią miała miejsce już w ramach lokalnego teatru Operacji Enduring Freedom. W przyszłości planowana jest rotacyjna obecność jednostek USA, zintensyfikowanie wspólnych ćwiczeń, a także placówki, z których operować będą samoloty rozpoznawcze.

Australia, Singapur i Filipiny to główni, ale nie jedyni sojusznicy USA w regionie. Stany Zjednoczone planują rozwijać również współpracę z Indiami, Indonezją, Nową Zelandią i czującym dyskomfort wobec rosnących w siłę Chin Wietnamem. Planowane jest również przebazowanie znacznych sił piechoty morskiej z Okinawy na Guam.

źródło: commons.wikimedia.org

„Piwot” niesie za sobą również konsekwencje dla całych sił zbrojnych USA. Biorąc pod uwagę uwarunkowania regionu, U.S.Navy i U.S.Air Force będą siłami, które mają o wiele mniej ucierpieć w związku z planowanymi cięciami w budżecie. Znacznie bardziej brak funduszy odczują lądowe komponenty Marines, a zwłaszcza Armia. Azja wschodnia postrzegana jest głównie jako teatr operacji morskich.

Choć szczegółowe efekty cięć nie są jeszcze znane, marynarka już zyskała na „piwocie”. Zapewniono, że nadal operować będzie 11 lotniskowców uderzeniowych, choć jeszcze w pierwszej połowie zeszłego roku bardzo prawdopodobnym wydawało się, że jeden z nich (konkretnie miał być to USS George Washington) zostanie ze służby wycofany. Rozwijane są nowe projekty – duże inwestycje w LCSy, w okręty podwodne klasy Virginia, rozwój projektu nowego pocisku manewrującego, który w przyszłości zastąpi Tomahawki, a także utrzymanie floty okrętów desantowych na poziomie minimum 33 jednostek.

Skoncentrowanie się na Pacyfiku wymusi również zmiany w ewolucji doktryny sił zbrojnych. Długie wojny w Iraku i Afganistanie skierowały tory myślenia wojskowych na opracowywanie taktyk walki z przeciwnikiem stosującym metody asymetryczne. Na Pacyfiku największym spodziewanym zagrożeniem będzie strategia – którą dynamicznie rozwijają Chiny – tak zwanego „area denial/anti acces”. Chodzi o środki, które mają uniemożliwić projekcje siły przez Stany Zjednoczone, które mogą stanowić zagrożenie na przykład dla lotniskowców.

Nie można nie wspomnieć także, o rozwijanym koncepcie bitwy powietrzno-morskiej (air-sea battle). Ta inicjatywa strategiczna, o której na razie wiemy niewiele, ma być podstawą amerykańskiej doktryny w regionie Pacyfiku. Opracowywana jest celem przeciwstawienia się chińskim systemom „area denial/anti access”, choć wykorzystana będzie zapewne także, w razie ataku na Iran. Budowę tej strategii ogłoszono w 2010 Quadrennial Defense Review. W związku z rozwojem Air-Sea Battle tym bardziej uznać trzeba, że marynarka i lotnictwo będą w najbliższych latach najważniejszymi komponentami sił zbrojnych USA.

Skupienie się na Azji południowo-wschodniej nie jest niczym nowym, choć wyraźnie widać, że w najbliższych latach region ten będzie „oczkiem w głowie” Stanów Zjednoczonych. O ile na Bliskim Wschodzie Amerykanie angażują się bardziej „z przymusu”, z potrzeby reakcji na problemy, które obszar ten niesie (zmniejszenie zależności od ropy z Zatoki Perskiej to również jeden z priorytetów Obamy), tak na Pacyfiku Amerykanie widzą dla siebie prawdziwie żywotne interesy. Nie da się ukryć, że za „piwotem” stoi również rosnąca z każdym dniem obawa przed militarnym potencjałem Chin. Pytanie czy tak silnie podkreślane zwiększenie uwagi na region, szybkie wzmacnianie militarnej obecności przez USA, nie przyczyni się do skokowego zwiększania napięcia, zwłaszcza wokół spornych rejonów na Morzu Południowochińskim?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Chiny i Azja, Marynarka Wojenna, Ogólnie o wojnie, Piechota Morska, Siły Powietrzne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „„Piwot” na Pacyfik. Sztandarowy projekt Baracka Obamy.

  1. Pingback: Czarne chmury nad U.S. Army | nowastrategia

  2. Pingback: Bitwa powietrzno-morska (Air Sea Battle) – najbliższa przyszłość pola walki. | nowastrategia

  3. Pingback: 30letni plan rozwoju U.S.NAVY – czy marynarka wojenna podoła przyszłym wyzwaniom? | nowastrategia

  4. Pingback: Armia walczy o przyszłość i pieniądze. | nowastrategia

  5. Pingback: Kryzys, eksport uzbrojenia i “piwot” na Pacyfik. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s