Iran i Al-Qaida – małżeństwo z rozsądku.

źródło: ncca.us

W kontekście prac nad irańskim programem atomowym, bardzo często poruszaną kwestią jest racjonalizm działania Teheranu. Czy jeśli Iran wejdzie w posiadanie broni jądrowej będzie dążył do jak najszybszego zniszczenia swojego wroga numer jeden w regionie – Izraela? Osobiście w to wątpię. Uważam, że w dzisiejszych czasach większość aktorów międzynarodowej sceny postępuje w sposób racjonalny. I choć oczywiście są od tego wyjątki, widoczne często zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, to akurat Iran w ostatnim czasie swoją racjonalną postawę niejednokrotnie udowadniał.

Wojujący sunnicki fundamentalizm, którego sztandarowym reprezentantem jest Al-Qaida i teokratyczny szyicki reżim. Cóż może na Bliskim Wschodzie być od siebie bardziej oddalone na ideologicznej osi? Jednak mimo, że oba te podmioty skrajnie się różnią i teoretycznie powinny być sobie wrogie, od pewnego czasu łączy je sojusz. Nie w klasycznym rozumieniu co prawda, ale obie strony cechuje nienagłośniona współpraca. By osiągnąć to dziwne porozumienie wystarczył dość oczywisty czynnik – wspólny wróg, a są nim Stany Zjednoczone.

Przede wszystkim Iran, podobnie jak Pakistan, od dłuższego czasu i z wielkim upodobaniem wspiera rozliczne grupy bojowników w regionie. Są to tak zwani „proxies”. W grupie tej bryluje oczywiście Hezbollah. Iran wspierał bojowników w Iraku za rządów Saddama Hussajna, mudżahedinów w walce z ZSRR. W Gazie wspiera Palestinian Islamic Jihad, próbuje także ingerować w wydarzenia na Półwyspie Arabskim, poprzez swoje wpływy na zamieszkujące go mniejszości szyickie.  Proxies są świetnym narzędziem kreowania polityki wobec sąsiadów i Iran nie pozwala sobie, by względy ideologiczne odbierały mu możliwości na tej płaszczyźnie.

Sytuacja z Al-Qaidą, ze względu na jej momentami bardzo agresywne podejście do Szyitów, była nieco trudniejsza. Mimo to Iran nie przepuścił okazji, by wykorzystać organizacje, z którą kooperacja może przynieść bardzo wymierne efekty. Pierwsze kontakty Teheranu z Al-Qaidą datuje się już na lata 1992-1996, czyli „sudański” okres AQ. Nie wiele jednak wiadomo na temat ich charakteru. Wiadomo też, że po zwycięstwie Talibów w Afganistanie i przeniesieniu się Osamy bin Laden do tego gościnnego kraju, wielu bojowników dżihadu przedostawało się do obozów szkoleniowych w afgańskich górach przez Iran. Ruch ten nie mógłby być masowy bez cichego przyzwolenia władz w Teheranie.

Los uśmiechnął się do Iranu w roku 2001, kiedy USA zaatakowały Afganistan. Wówczas część ściganych przez Amerykanów członków Al-Qaidy schroniła się w Iranie. Członków ważnych i do tego w dużej mierze z rodzinami. Iran chętnie ich ugościł…w czymś w rodzaju aresztów domowych. Posiadanie na swoim terytorium tak ważnych zakładników musiało przynieść korzyści. Nie zapominajmy, że Iran początkowo wspierał operacje „Enduring Freedom”, za co na Teheran z ust działaczy AQ spadały gromy…

Do zintensyfikowania współpracy doszło po 2003 roku. Pomimo, że podczas wojny domowej w Iraku Al-Qaida i Iran wspierały skrajnie różne opcje, mieli jeden wspólny cel: uczynić amerykańską okupację jak najbardziej krwawą. Iran, poprzez zakładników miał wszelkie karty w ręku. Dowodem tego są znane listy Aymana al-Zawahiri do al-Zarqawiego, by zaprzestał krwawych rzezi na Szyitach, gdyż w Iranie „goszczeni” są ważni działacze AQ… Iran ułatwiał w tym okresie transfer bojowników i zasobów między Irakiem a Afganistanem, co Al-Qaidzie było niezwykle potrzebne. Organizacja ta miała nadzieje, że w Iraku osiągnie swój cel – przejmie władze nad jakimś terytorium i wprowadzi tam swoje prawa. Bez świetnej trasy komunikacyjnej via Iran, możliwości Al-Qaidy byłyby mocno ograniczone.

Co zyskiwał Iran? Teheran na sprawę patrzył znacznie szerzej. Po pierwsze zamęt jaki powstał w Iraku, między innymi dzięki AQ, był mu na rękę. Iran w zasadzie osiągnął w Iraku wszelkie swoje cele – Amerykanie odeszli, pozostawiając po sobie tzw. „power vacuum”, którą Iran stara się wypełniać poprzez wpływ na przyjazny mu rząd w Bagdadzie. Ponadto Amerykanie po krwawych doświadczeniach Iraku całkowicie zmienili podejście do regionu. Jeżeli jeszcze pod koniec pierwszej kadencji Busha Iran mógł realnie obawiać się amerykańskiej interwencji podobnej do irackiej, tak obecnie zagrożenie takie nie istnieje. Duża w tym zasługa Al-Qaidy i „kata” Szyitów – al-Zarqawiego (na zdjęciu poniżej). Doskonałym symbolem działania Iranu jest znalezienie dowodów na to, że w czasie najbardziej krwawych dni sunnicko-szyickiej wojny w Iraku, Iran finansowo wspierał organizacje al-Zarqawiego. To, że jego organizacja dokonuje egzekucji na szyickich rodzinach i walczy z Muqtadą al-Sadrem, głównym sojusznikiem Teheranu, nie miało większego znaczenia…

Po drugie, jak wspominałem wcześniej, Iran tworzy sobie zaplecze „proxies”, które będzie mógł wykorzystać w dowolnym momencie, na przykład w razie ataku USA, czy Izraela na instalacje atomowe. W razie wzrostu napięć z Arabią Saudyjską itd. Nie ulega wątpliwości, że w razie konfliktu Iranu, z którymś z tych państw , jego więzi z Al-Qaidą zacieśnią się.

Po trzecie, „gościnność” dla wysoko postawionych członków Al-Qaidy daje Iranowi ochronę przed atakami sunnickich organizacji terrorystycznych. Irański reżim jest potencjalnie doskonałym celem dla terrorystów i uchronienie się przed zagrożeniem terroryzmu wewnątrz państwa ma ogromną wartość. Władze Pakistanu wiedzą wiele na ten temat.

źródło: terroryzm.com

Wydaje się, że Al-Qaida jest w tym mariażu jedynie narzędziem Iranu. Rzeczywiście, organizacja bin Ladena nie ma wielu argumentów i kart przetargowych. Niemniej współpraca z Iranem w obecnych, trudnych dla niej czasach i dla niej jest korzystna. Bojownicy AQ, mogą szukać schronienia w Iranie, gdy w Afganistanie, czy Pakistanie jest naprawdę gorąco. Ponadto Iran jako szlak przerzutu bojowników i sprzętu nie traci na wartości. Nie zapominajmy również, że Al-Qaida, w przeciwieństwie do Hezbollahu, po upadku Talibów nie cieszy się poparciem żadnego państwa. Spokojna przystań, jaką może stanowić Iran, jest na wagę złota. Członkowie Al-Qaidy przebywający na terenie Iranu mają swobodę kontaktu z innymi członkami organizacji i co ważne, mogą spokojnie  gromadzić fundusze.

Stany Zjednoczone widzą tę współpracę i chcą jej przeciwdziałać. Administracja Obamy próbuję uderzać w czuły punkt tego dziwnego sojuszu – jego niejawność. Amerykanie publikują dokumenty piętnujące Iran za wspieranie Al-Qaidy, tym samym wyciągając tę rzadko poruszaną kwestię na światło dzienne. Dlaczego brak rozgłosu jest tak ważny? Tutaj powraca ideologia. Współpraca Teheranu z Al-Qaidą byłaby oczywiście źle odebrana w opinii międzynarodowej, ale przede wszystkim we własnym społeczeństwie. Dla AQ ujawnianie współpracy z Iranem, może oznaczać kłopoty z rekrutowaniem sunnickich bojowników i gromadzeniem funduszy od bogatych, również sunnickich, „darczyńców” z Półwyspu Arabskiego.

Sojusz Iranu z Al-Qaidą to kwestia bardzo trudna do oceny. Jest to zagadnienie mało przejrzyste, trudno śledzić je na bieżąco i trudno przewidzieć jego przyszłość. Pozornie wydaje się, że sytuacja w regionie kształtuje się tak, że interesy AQ i Iranu będą nie do pogodzenia. Mam na myśli odżywające ambicje irackich Sunnitów, a także wspieraną przez sunnicki fundamentalizm rebelię w Syrii, która ma na celu obalenia największego sojusznika Teheranu. Obecność i aktywność bojowników Al-Qaidy w szeregach powstańców wzrasta. Iran nie może sobie pozwolić na upadek Assada, trudno więc wyobrazić sobie by wspierał działania AQ wymierzone w przyjaciół z Damaszku.

Czy jednak na pewno? Po pierwsze, wydarzenia w Syrii odciągają bojowników z Iraku. Po drugie, nie można nie docenić faktu, że już w tej chili Al-Qaida odgrywa w Syrii rolę czynnika, który odstręcza Zachód od udzielenia wsparcia powstańcom, na przykład poprzez ich dozbrojenie. Podważa wiarygodność syryjskiej opozycji w oczach opinii międzynarodowej.  Po trzecie, w obliczu wydarzeń ostatnich tygodni, wizja jakiejś formy interwencji pod egidą ONZ wydaje się o wiele bardziej prawdopodobna niż choćby miesiąc temu. Jeśli już do niej dojdzie to ponownie, jak największy zamęt i krwawa wojna domowa w Syrii (trudno bowiem spodziewać się „naziemnej” interwencji państw Zachodu) będą dla Iranu potrzebą chwili. Dlaczego by znów nie skorzystać ze sprawdzonego w Iraku narzędzia?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Irak, Iran, Syria, Terroryzm i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Iran i Al-Qaida – małżeństwo z rozsądku.

  1. Pingback: [roboczo] | nowastrategia

  2. Pingback: Pajęczyna rywalizacji w powojennym Afganistanie. | nowastrategia

  3. Pingback: Związane ręce Waszyngtonu w sprawie Syrii. | nowastrategia

  4. Pingback: Pękające więzi między Teheranem a Al-Qaidą. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s