Igrzyska Olimpijskie – cybernetyczny front walki z Iranem.

źródło: en.wikinoticia.com

Sankcje, negocjacje, działania dyplomatyczne, a także wzrastająca w ostatnich tygodniach militarna obecność sił USA w rejonie Zatoki Perskiej. To główne środki wywierania presji na Teheran, które mają doprowadzić do tego, by Iran zrezygnował ze swojego programu nuklearnego. Mniej znanym i rzadziej komentowanym przez media środkiem wpływu na irański program, jest niejawna, ale jak się okazuje bardzo intensywna walka na cybernetycznym froncie. Być może jest to od pewnego czasu najważniejszy front działania. Rąbka tajemnicy na temat amerykańsko-izraelskich działań wymierzonych w irański program uchylił w czerwcu, w obszernym artykule, New York Times.

Gdy George W. Bush opuszczał Biały Dom na początku 2009 roku, podobno poradził swojemu młodemu następcy, by nie rezygnował z dwóch tajnych programów, które rozwijały amerykańskie służby. Bush miał na myśli program walki z terroryzmem za pomocą dronów, a także cyberwalkę z Iranem. Barack Obama wziął sobie rady poprzednika do serca. O tym, jak bardzo rozwinął kampanię dronów, miałem przyjemność pisać już wcześniej. Okazuje się, że także na polu walki cybernetycznej poszedł dalej niż George Bush.

Stany Zjednoczone w przeciwieństwie do Chin i Rosji, nie przeprowadzały wcześniej tak rozbudowanych ataków w cyberprzestrzeni. Według NYT, „Olympic Games”, bo taki pseudonim nadano operacji, jest pierwszym tak zaawansowanym projektem na tym polu współczesnej walki. Do tej pory Amerykanie przeprowadzali skromniejsze operacje w cyberprzestrzeni, takie jak ataki na komputery osobiste członków Al-Qaidy, czy zwalczanie libijskich systemów przeciwlotniczych podczas zeszłorocznej wojny.

Cały program rozpoczął się, w wielkiej tajemnicy, w 2006 roku. Początek „Igrzysk Olimpijskich” nałożył się na najgorszy moment, jeżeli chodzi o rozwój wydarzeń w Iraku. Akcje Geroge’a Busha nie stały wówczas wysoko. Nie było najmniejszych szans na militarną akcje przeciwko Iranowi, możliwą jeszcze dwa lata wcześniej. Niektóre europejskie państwa nie były nawet skłonne przyłączyć się do wymierzonych w Iran sankcji. W Teheranie zwęszono odpowiednią koniunkturę i wznowiono wzbogacanie uranu w ośrodku Natanz, które zawieszono w 2003 roku, pod wrażeniem amerykańskiej inwazji na Irak. Irańczycy poczuli się na tyle pewni siebie, że prezydent Ahmadinejad oprowadzał dziennikarzy po Natanz i roztaczał wizje, w której w tym ośrodku pracować miało 50 tysięcy wirówek wzbogacających uran.

W związku z tym, że w ówczesnej sytuacji politycznej akcja militarna nie wchodziła w grę (choć naciskał na nią Dick Cheney…), CIA rozpoczęła sabotowanie irańskiego programu. Akcje podjęte przez agencję były jednak dalece nie wystarczające. Na nowy pomysł wpadł generał James Cartwright, ówczesny szef USSTRATCOM, który miał pod swoją pieczą również niewielką komórkę do spraw cyberwojny, działającą w ramach STRATCOMU (United States Cyber Command – USCYBERCOM powstało dopiero w roku 2009). Przedstawił on prezydentowi możliwość cybernetycznego ataku na irański ośrodek w Natanz. Bush był sceptyczny, jednak zatwierdził operacje z racji braku innych opcji. Oczekiwania wobec programu nie były jednak wygórowane.

źródło: en.wikipedia.org

Amerykanie zaprosili do pracy nad projektem Izrael. Ze strony Tel Awiwu w pracę nad cyberbronią zaangażowała się Jednostka 8200. Powody zaproszenia Izraelczyków do projektu były dwa. Po pierwsze izraelski wywiad cechuje o wiele lepsza znajomość Bliskiego Wschodu niż amerykański, tym samym mieli oni lepsze informacje na temat ośrodka w Natanz. Z biegiem czasu doszedł drugi powód. W przeciwieństwie do sankcji i dyplomatycznych przepychanek na kolejnych nieudanych szczytach negocjacyjnych, „Igrzyska Olimpijskie” miały znamiona prawdziwej walki z Iranem. Dzięki temu projektowi udawało się przekonać (i chyba udaje do tej pory) Tel Awiw, by wstrzymał się od zaatakowania Iranu na własną rękę.

Ośrodek w Natanz był trudnym celem do ataku. Tamtejszy system otacza tak zwana „air-gap”. Swoista fosa, która odcina go od świata zewnętrznego. Jednak fachowcy z National Security Agency, wraz ze wspomnianą jednostką izraelską, zmierzyli się z tym problemem i osiągnęli sukces. Stworzono „robaka”, który mógł w znaczący sposób uprzykrzyć życie irańskim specjalistom w Natanz. Trzeba było go tylko przetestować na takich samych wirówkach, jakie działają w Iranie.

Iran operował wówczas wirówkami typu P-1, które nabył od Abdula Qadeera Khana, byłego szefa pakistańskiego programu nuklearnego, na czarnym rynku. Nie był to sprzęt najnowszy, ani najlepszej jakości. Szczęśliwie Stany Zjednoczone były w posiadaniu wirówek typu P-1. Otrzymały je w roku 2003 od… pułkownika Muamara Kaddafiego, który dobrowolnie zrezygnował ze swojego programu nuklearnego (swoją drogą Kaddafi również nabył je od Pakistańczyków). Testy niszczycielskiego oprogramowania okazały się niezwykle skuteczne, a prezydent Bush zobaczył podobno w Białym Domu, doszczętnie zniszczoną (co ważne fizycznie zniszczoną) wirówkę P-1.

By dostarczyć „robaka” do Natanz trzeba było wykonać solidną szpiegowską robotę. Nie wiadomo jak ominięto zabezpieczenia Natanz. Albo ośrodek został zinfiltrowany przez członka amerykańskiego lub izraelskiego wywiadu, albo zainfekowano na przykład pendrive nieświadomego pracownika ośrodka. W każdym razie operacja się powiodła. Amerykańsko-izraelskie oprogramowanie zaczęło siać zniszczenie w Natanz, był rok 2008. Wirus był niezwykle skuteczny.

Irańczycy nie wiedzieli co się dzieje. Za kłopoty i niszczenie się wirówek obwiniano niekompetentnych pracowników lub wadliwość pakistańskiego sprzętu. Do Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej doszły wieści, że w Natanz panuje panika. Podobno pracownicy pilnowali wirówek i meldowali przełożonym co widzą przez radia. Rozpoczęły się śledztwa i dochodzenia. Zdesperowani Irańczycy zaczęli zwalniać pracowników, a w końcu wyłączać wirówki w obawie przed ich zniszczeniem. Szacuje się, że do lata 2010 roku wirus zdołał zniszczyć aż tysiąc z pięciu tysięcy P-1 pracujących w Natanz.

W połowie  roku 2010 doszło do katastrofy. Wirus, nazwany później STUXNET, wydostał się na „wolność”, najpewniej poprzez laptop jednego z pracowników ośrodka. Sprawa przeciekła do mediów i opinii publicznej. Mimo to, Barack Obama po wielu naradach w Białym Domu, zdecydował, że „Igrzyska Olimpijskie” będą kontynuowane.

Badający wirusa fachowcy wykazali jego niezwykłe zaawansowanie, wskazali również jednoznacznie jego twórców – USA i Izrael. Obecnie badany jest nowy wirus – FLAME, który został wykryty pod koniec maja 2012 roku. Uznawany za jeszcze bardziej zaawansowany niż STUXNET, również atakował cele w Iranie. Choć Amerykanie nie przyznają się do związku z FLAME, anonimowe źródła właśnie ich i Izraelczyków wskazują jako jego twórców. NYT podaje jednak, że FLAME może być wirusem starszym, który mógł powstać jeszcze przed „Olympic Games”. Program trwa więc nadal.

źródło: publicintelligence.net

Trudno ocenić jaki wpływ na irański program nuklearny mają „Igrzyska Olimpijskie”. Choć nie należy spodziewać się, by ta operacja położyła tamę irańskim zapędom, optymiści uważają, że znacznie spowolniła postępy Teheranu. Iran twierdzi, że poradził sobie ze STUXNETem, co więcej podobno stworzył własną jednostkę do walki w cyberprzestrzeni i szykuje odwet.

Jak wspomniałem, podobnie jak w kampanię dronów, również w „Igrzyska Olimpijskie” Barack Obama jest zaangażowany osobiście. Obecny prezydent USA zdaje sobie sprawę, że jest to niebezpieczna (obosieczna?) i niedostatecznie poznana broń, a jej użycie może grozić eskalacją wojny w cyberprzestrzeni. Uważa jednak również, że jest to w tej chwili ostatnia deska ratunku, która może realnie zagrozić irańskiemu programowi. Obama obawia się również, że jeśli „OG” zawiedzie, to Izrael zaatakuje Iran. Z drugiej strony Barack Obama tonuje nastroje tych w Pentagonie i Białym Domu, którzy zachłysnęli się możliwościami, jakie pokazały „Igrzyska Olimpijskie” i chcą rozwinięcia amerykańskich możliwości cyberwalki, tak by można je zastosować wobec innych problemów. Póki co nie ma doniesień, by Amerykanie stosowali tak zaawansowane metody przeciwko innemu niż Iran państwu.

Pojawia się również pytanie. Czy informacje, które zdobyły media przy okazji ujawnienia STUXNET i FLAME to jedynie część amerykańsko-izraelskiego projektu? Wydaje się to bardzo prawdopodobne. Te dwa wirusy wyrwały się na „wolność”, twórcy stracili nad nimi pełną kontrolę. Nie znaczy to jednak, że nie stworzono „robaków”, które działają poprawnie i nadal wie o nich jedynie garstka wtajemniczonych. Iran posiada już przecież bardziej zaawansowany sprzęt od wzbogacaniu uranu niż P-1, ponadto Natanz nie jest jedynym ośrodkiem, który się tym zajmuje. W tej chwili nie jest nawet najważniejszym. Pisałem swego czasu o ośrodku w Fordow, o którym MAEA dowiedziała się dopiero w 2009 roku… Trudno zgadywać jaką naprawdę skalę ma to starcie w cyberprzestrzeni i jak zaawansowaną broń do jego prowadzenia stworzono.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iran, Izrael, Ogólnie o wojnie, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Igrzyska Olimpijskie – cybernetyczny front walki z Iranem.

  1. Pingback: Ataki na amerykańskie placówki a Al-Qaida, sabotaż irańskiego programu atomowego i skuteczna taktyka Talibów. | nowastrategia

  2. Pingback: Wpływ USA na decyzje dotyczące izraelskiego ataku na Iran. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s