Bitwa o Cieśninę Ormuz.

Źródło: theaustralian.com.au

Cieśnina Ormuz może wkrótce stać się areną asymetycznego starcia morskiego. Dominuje pogląd, że próby utrudnienia ruchu, na tym kluczowym dla światowego transportu morskiego akwenie, będą samobójstwem dla irańskiego reżimu. Amerykańska V Flota ma bez problemu poradzić sobie ze swoim irańskim odpowiednikiem. Nie ulega wątpliwości, że w dłuższej perspektywie Stany Zjednoczone poradzą sobie w starciu. Kluczowe jednak mogą okazać się pierwsze godziny konfliktu, które dla okrętów USN będą szalenie niebezpieczne. Ich efekty mogą mieć kolosalny psychologiczny wpływ, a skutki starcia w cieśninie będą miały długofalowe skutki.

Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków morskich na świecie. Torami wodnymi przez cieśninę przepływają każdego dnia miliony baryłek ropy. Większość wydobycia kieruje się na wschód, do Chin, Indii, Korei czy Japonii, ale także do Europy i Stanów Zjednocznych. Zablokowanie tego krytycznego dla światowej gospodarki przesmyku jest od pewnego czasu asem w irańskiej talii politycznych zagrań, przyczyną niepokoju krajów wysoko rozwiniętych, a także potencjalnym punktem zapalnym konfliktu militarnego.

Dlaczego Iran miałby blokować cieśninę? Scenariuszy jest kilka. Iran może zrobić to w odwecie na atak na swoje instalacje nuklearne, ale również w odpowiedzi na coraz mocniej gnębiące jego gospodarkę sankcje. W dyskusji nad oboma tymi przypadkami władze Iranu groziły zamknięciem Ormuzu. O ile do ataku na Iran póki co nie doszło, o tyle drastyczne sankcje wymierzone w irański eksport ropy zostały wprowadzone, a Iran swoich gróźb nie spełnił. Możliwość zamknięcia cieśniny jest więc póki co jedynie chwytem retorycznym, którego Teheran chętnie używa w swojej polityce zagranicznej. Być może ajatollahowie nigdy nie zdecydują się na wydanie polecenia zamknięcia cieśniny.

Komentatorzy, a także amerykańscy politycy są jednak zgodni. Jakiekolwiek działania Iranu, które stanowić będą zagrożenie dla bezpiecznej żeglugi na tym akwenie, oznaczać będą przekroczenie „czerwonej linii”, za którą czeka niuniknione starcie militarne z udziałem potęgi CENTCOMu i V Floty. W Teheranie zdają sobie sprawę, że taki konflikt byłby dla Iranu bolesny. Skończyłoby się najpewniej zagładą jego marynarki wojennej, lotnictwa, a nawet sił lądowych. Amerykanie najprawdopodbniej sprowokowani do ataku staraliby się również uderzyć w irańskie instalacje nuklearne. Myśląc logicznie należy założyć, że Iran za wszelką cenę będzie starał sie uniknąć tego scenariusza, a ciągłe groźby i agresywną retorykę uznać za element politycznego PRu. Tym bardziej, że w latach 1987-1988 państwo ajatollahów przekonało się, że starcie militarne z USA w Zatoce Perskiej nie może skończyć się dla Iranu sukcesem. Irańscy politycy zapewne dobrze pamiętają co wywołało wojskową reakcję CENTCOMu w tamtym czasie…

Jednak co jeśli Najwyższy Przywódca Ali Khamenei i jego świta poczują się przyparci do muru? Sankcje już wywołują pierwsze fale niezadowolenia w irańskim społeczeństwie. Irańczycy burzą się na wzrastające ceny żywności. Dla reżimu to bardzo niebezpieczne zjawisko w dobie gwałtownych zmian w świecie muzułmańskim, które rozpoczęła „arabska wiosna”. Zakładając, że dla rządzących utrzymanie się reżimu przy władzy jest celem nadrzędnym (z drugiej strony dla USA załamanie reżimu „od środka” jest wymarzonym scenariuszem), uczynienie kroku w stronę wojny może być w takiej sytuacji desperackim krokiem, który jednak zdecydują się wykonać duchowni przywódcy szyickiej republiki.

Myślę, że jest bardziej prawdopodobnym, że Iran zdecyduje się na działania w Ormuzie właśnie w związku z trudną sytuacją gospodarczą, niż możliwym atakiem na jego instalacje nuklearne ( o tym, że Iran może nie zdecydować się na militarny odwet nawet w wypadku ataku na jego program atomowy pisałem już wcześniej. Podobnie postąpił Irak w 1981 r i Syria w 2007 r.).

Jakie możliwości działania miałby Iran w takie sytuacji? Warto zdać sobie sprawę, że Iranowi trudno będzie całkowicie zablokować cieśninę, która ma w najwęższym miejscu niemal 55 kilometrów szerokości. Choć istnieje teoretyczna możliwość całkowitego zaminowania Ormuzu, jest to wizja mało prawdopodobna, gdyż irańska akcja spotkała by sie niemal natychmiast z kontrakcją USA lub GCC, a najpewniej obu tych czynników. Iran ma jednak inne możliwości. „Najlżejszymi” z nich mogą być deklaracje dotyczące utrudniania ruchu lub nawet ataków na  statki handlowe na danym akwenie. Już to działanie miałoby na żeglugę destabilizujący wpływ. Bardziej drastycznym krokiem byłoby atakowanie tankowców należących do nieprzyjaznych Iranowi państw (jak w latach 80.) lub zagrożenie szlakom wodnym. Na Ormuzie są tylko cztery szlaki (po dwa w każdą stronę), każdy szerokości około 2 mil. Wywołanie zaburzeń na tych torach wodnych, w przeciwieństwie do zaminowania całej cieśniny, nie będzie dla Iranu żadnym problemem.

Źródło: pl.wikipedia.org

Iran od końca wojny z Irakiem rozwija potencjał swojej floty, która ma bardzo specyficzną strukturę. W zasadzie Iran posiada dwie marynarki wojenne. IRIN, czyli Islamic Republic of Iran Navy to marynarka w klasycznym rozumieniu. Operuje ona większymi nawodnymi jednostkami i trzema podwodnymi okrętami klasy Kilo. Skupia się na działaniach poza Zatoką Perską i Cieśniną Ormuz, na bardziej otwartych akwenach (Zatoka Omańska, Morze Arabskie). W toczonych tutaj rozważniach ma ona znaczenie marginalne. Gdyby okręty IRIN wykazały agresywną postawę, Amerykanie bardzo szybko by się z nimi rozprawili. Okręty podwodne mogłyby stanowić niewielkie zagrożenie, ale i im nie wróżę długiego żywota w starciu z V Flotą. W dowództwie IRIN dobrze zdają sobie z tego sprawę, wszystkie trzy „Kilo” stacjonują w bazach poza Zatoką Perską i Cieśniną Ormuz.

Odmiennie wygląda sytuacja z IRGCN , czyli Islamic Revolutionary Guard Corps Navy. Jest to morski komponent Korpusu Strażników Rewolucji, całkowicie lojalnej i posłusznej ajatollahowi formacji, która jest militarną podporą reżimu. IRGCN operuje głównie mniejszymi jednostkami nawodnymi, miniaturowymi okrętami podwodnymi i bateriami nadbrzeżnej artylerii rakietowej. Można powiedzieć, że IRGCN ma na swoim podorędziu najważniejsze irańskie systemy anti access/area denial. Idealne przy tym do prowadzenia asymetrycznej walki morskiej. Właśnie IRGCN będzie dla V Floty zagrożeniem. Zagrożeniem bardzo poważnym.

Jak wspomniałem głównym atrybutem arsenału IRGCN są małe, ale silnie uzbrojone łodzie. Są one rozlokowane w licznych, trudnych do wykrycia i zniszczenia bazach, wzdłuż świetnie rozwiniętej irańskiej linii brzegowej. Iran od końca wojny z Irakiem doskonali taktykę ich użycia, zwaną poszechnie „swarm tactitc”, czyli „taktyką roju”. Polega ona na zmasowanym ataku dużej ilości małych jednostek na okręty przeciwnika. Jest to taktyka niewzykle niebezpieczna dla dużych amerykańskich jednostek. Łodzie mogą być wyposażone w broń rakietową (w tym chińskie pociski C-802), torpedy, ale także nafaszerowane materiałami wybuchowymi (casus USS Cole się kłania). W skład irańskiego potencjału wchodzą liczne małe jednostki  pochodzenia rodzimego, chińskiego czy szwedzkiego.

Do zagrożenia ze strony roju silnie uzbrojonych łodzi dodać należy dynamicznie rozwijającą się flotylle irańskich miniaturowych okrętów podwodnych, które bazują na jedenj z wysp położonych w rejonie Cieśniny Ormuz i pociski nadbrzeżnej artylerii rakietowej. Do tego wszytskiego doliczyć trzeba miny morskie. Jest to najbardziej niebezpieczna broń w wojnie morskiej po 1945 roku, jeśli za kryterium oceny przyjmiemy stosunek ceny środka bojowego do szkód jakie może potencjalnie wyrządzić. Po 1945 roku żaden inny środek walki morskiej nie dał się Amerykanom tak we znaki, jak miny właśnie. Na przykład w wojnie w Korei. Szacuje się, że Iran posiada około 5 tysięcy min morskich, w tym zaawansowane MDM-3, które mogą być rozdysponowane z samolotów.

Jeśli weźmiemy pod uwagę geograficzną charakterystykę hipotetycznego pola walki, zdamy sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczną bronią dysponuje Iran. Teheran rozwija swój potencjał morski własnie z myślą o takim starciu. Asymetryczna bitwa morska na wąskim i płytkim akwenie.

Amerykanie zdają sobie sprawę z zagrożenia. Systemy, mojące lepiej chronić duże, drogie i nowoczesne jednostki amerykańskie przed taktyką „roju” są rozwijane, ale zaczną trafiać na amerykańskie okręty dopiero za kilka miesięcy. CENTCOM wzmacnia się też w inny sposób. W ostatnim czasie podwojono ilość trałowców w szeregach V Floty, do Zatoki Perskiej przebazowano F-22, a po tamtejszych wodach kraży USS Ponce, pływająca baza wypadowa dla sił specjalnych. Te wszystkie środki mogą być niezbędne w pierwszych godzinach starcia w Cieśninie Ormuz.

Rozważając starcie z perspektywy dnia dzisiejszego musimy przyjąć, że USA nie wyślą dużych jednostek w rejon Ormuzu dopóki za pomocą lotnictwa, pocisków maewrujących i być może sił specjalnych nie uporają się z zagrożeniem ze strony Iranu (w tym czasie amerykańscy sojusznicy w Zatoce będą słabiej chronieni, a Iranu zapewne nie będzie trzeba zachęcać by zaatakował saudyjską czy kuwejcką infrastrukturę naftową i porty…). Będzie to wprowadzenie w życie strategii Air-Sea Battle. Samoloty, drony, Tomahawki, czy komandosi będą mieli za zadanie zniszczyć irańską artylerię nadbrzeżną, zatopić irańskie okręty podwodne, zdobyć panowanie w powietrzu i zdziesiątkować flotylle małych łodzi. Dopiero wtedy na sporne wody będą mogły wpłynąć duże jednostki nawodne. Amerykanie na pewno nie wprowadzą ich w tak niebezpieczny teren jak wąska cieśnina, gdy mogą zostać zaatakowane przez dziesiątki łodzi, rakiety, miniaturowe okręty podwodne i lotnictwo w tym samym czasie. Jeśli to zrobią poniosą straty, które politycznie będą nie do przyjęcia.

USA najpewniej poradzą sobie z wyzwaniem. Zniszczą potencjał IRGCN i przywrócą bezpieczeństwo w cieśninie. Pytanie po jakim czasie? Iran zaminuje w jakimś stopniu tory wodne, jak wspomniałem może spróbować zniszczyć naftową infrastrukturę po zachodniej stronie Zatoki, może wreszcie doprowadzić do katastrofy ekologicznej… Ruch w Ormuzie będzie utrudniony przez wiele miesięcy, a możliwości eksportu ropy krajów arabskich zmniejszone. Globalna gospodarka będzie cierpieć. Choć oczywiście Iran zdecydowanie bardziej…

Załóżmy teraz, że Iranowi udało się zwieść służby wywiadowcze i zaatakuje z zaskoczenia. Na wody Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz regularnie wpływają amerykańskie lotniskowce. Uszkodzenie któregokolwiek z nich (nie mówiąc już o zatopieniu) byłoby wielkim sukcesem Teheranu i niewyobrażalną klęską Stanów Zjednoczonych. Jeszcze nigdy, po II Wojnie Światowej, amerykański lotniskowiec nie był poddany próbie tego typu, nikt nie podjął się nawet próby ataku. Nikt jednak nie miał takich możliwości, jak Iran na omawianych akwenach. W wyniku japońskiego ataku na Pearl Harbor życie straciło 2,5 tysiąca Amerykanów, 11 września 2001 roku około 3 tysiące. Na każdej jednostce klasy Nimitz służy 5,5 tysięcy…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iran, Marynarka Wojenna, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bitwa o Cieśninę Ormuz.

  1. Pingback: Incydent z USNS Rappahannock a bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej. | nowastrategia

  2. Pingback: Jeśli nie atom to co? Część I. | nowastrategia

  3. Pingback: Pierwsze urodziny nowejstrategii. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s