Salafici po „arabskiej wiośnie”, debata na temat Dronów, wielkie ćwiczenia w Zatoce Perskiej i egipsko-irańskie kontakty wywiadowcze.

Źródło: freebeacon.com

CZY ARABSKA WIOSNA ZMIENI SIĘ W SALAFICKĄ JESIEŃ?

Fala ataków na amerykańskie ambasady w regionie w ostatnich dniach musi niepokoić. Tym bardziej, że doszło do nich w państwach, które przeszły dogłębne zmiany w wyniku „arabskiej wiosny”. O wpływie Salafitów, jednego z najbardziej radykalnych ruchów w łonie Islamu, na rzesze wyzwolonych spod autokratycznej władzy Arabów w Libii, Jemenie, Egipcie, a także Syrii pisze na blogu Democracy Lab Christian Caryl.

Libijczycy to naród, który zawdzięcza Amerykanom dużo. To również kraj, w którym według badań opinia o USA jest przychylna, jeśli porównamy Libię do innych państw muzułmańskich. Mimo to, właśnie tam w zeszłym tygodniu zamordowano amerykańskiego ambasadora, człowieka, który jak niewielu przyczynił się do upadku pułkownika Kaddafiego. Autor artykułu podkreśla kilka dynamicznych czynników, które charakteryzują region po „arabskiej wiośnie”. Jak na przykład ten, że to właśnie Salafici zmieniają dżihadystów w roli podmiotu, za którym mogą podążyć muzułmańskie masy. To niewątpliwie prawda. Wszyscy pamiętamy, że nazwisko Osama bin Laden pojawiło się w arabskojęzycznych mediach dopiero w dniu jego śmierci, po długim niebycie spowodowanym „arabaską wiosną”.

Ludzie na Bliskim Wschodzie potrzebują obecnie jasnych, prostych haseł, za którymi mogą podążać. Zwłaszcza w Syrii, gdzie setkami giną w krwawej wojnie. Salafici mogą im to dać. Hasło odnowienia i powrotu do korzeni z czasów Mahometa jest obecnie w regionie chwytliwe. Autor zwraca uwagę, że ruch salaficki, na przykład w Egipcie przed rewoltami 2011 roku był praktycznie nieobecny na politycznej scenie. Ukazał się nagle i w pierwszych wolnych wyborach uzyskał świetny wynik. Nie wykluczone, że kolejne wybory Salafici wygrają, nie tylko w Egipcie. Co wtedy? Czy będziemy mieli powtórkę z Iranu po 1979 roku? Trudno wyrokować, ale taki obrót spraw wydaje się możliwy. Salafici walczą nie tylko na „legalnej politycznej scenie”. W Libii, czy Tunezji, gdzie mają znikomy wpływ na legalną władzę uciekają się do przemocy.

Wpływ Salafitów na region może mieć jednak znacznie gorsze efekty, niż ataki na ambasady, a nawet śmierć amerykańskiego ambasadora. Po pierwsze ruch, przez samą swoją popularność podysca sunnicko-szyicką waśń. Znawcy Islamu już dziś posuwają się do twierdzeń, że konflikt jest o wiele bardziej żywotny niż napięcia na linii radykalny Islam – liberalny Zachód. Iran, o czym pisze autor, już dziś wykorzystuje to w swojej propagandzie, informując, że …Salafitów wspiera Zachód. Niejednokrotnie pisałem, że wojna religijna byłaby katastrofą na niewyobrażalną skalę dla Bliskiego Wschodu…

Po drugie Salafici grają na antyzachodnich postawach arabskiej ulicy. Fred Halliday w swojej książce „Bliski Wschód w stosunkach międzynarodowych” napisał, że mieszkańcy Bliskiego Wschodu w każdym negatywnym zjawisku, które ich dotykało upatrywali zewnętrznych wpływów. Celnie określił to jako „najwyższą formę narcyzmu”. Zjawisko to jest niezmienne. Mimo że Barack Obama dalece zmienił swoje podejście do regionu w porównaniu do swojego poprzednika…opinia o USA dziś jest gorsza niż była w czasie końcówki rządów George’a Busha. Wydaje się, że jest to stała tendencja i trudno wskazać jakie zachowanie USA mogłoby to zmienić. Salafici świetnie grają na tych emocjach.

„Arabskiej wiosny” nie da się oceniać jednoznacznie. Nie można jednak ukrywać pod kołdrą politycznej poprawności, że demokratyczne zmiany na Bliskim Wschodzie przysłużą się interesom państw zachodu i regionalnej stabilności. To autokraci potrafili zwalczać terror i radykalne ruchy, co Zachodowi było na rękę. Demokratyzacja to proces porządany, tylko że jej plonów nie zbierzemy prędko. Znacznie wcześniej możemy ujrzeć na Bliskim Wschodzie kolejną teokrację…

DYSKUSJA NAD UŻYCIEM DRONÓW NADAL GORĄCA

Drony budzą tym więcej kontrowersji im kampania ich użycia przez obecna administrację jest szersza. W swoim artykule na łamach Foreign Policy Rosa Brooks wymienia niebezpieczeństwa jakie niesie za sobą co raz większe uzależnienie amerykańskich polityków od dronów. Łatwość ich użycia (choć kwestie kosztu operacji autorka upraszcza), oraz stosunkowo niskie koszty politczne sprawiają, że drony zabijają z roku na rok co raz więcej ludzi, w co raz większej ilości krajów. Giną bojownicy i terroryści co raz mniej znaczący, czasami bez uprzedniej identyfikacji. To zarzuty słyszane po wielokroć. Mimo to trudno dziś wskazać lepszy sposób zwalczania terroryzmu. Debata między obrońcami i krytykami użycia UAV w strefach poza Afganistanem jest długa i zażarta, a argumenty są powszechnie znane.

Autorka podkreśla jednak kolejny ciekawy i niebezpieczny aspekt. USA dają przykład innym państwom, które wkrótce zapewne wejdą w posiadanie dronów na tyle zaawansowanych, że będą mogły rozwijać swoje zabójcze kampanie. Skoro USA obecnie naciagają prawo zabijając ludzi w wielu krajach w Azji i Afryce, czy Chiny i Rosja nie będą mogły postępować podobnie? Administracja Obamy odmawia udzielania informacji na temat swoich akcji. Działania są tajne, Obama zapewnia jednak przy tym, że wszystko jest legalne, a cele dobierane są starannie. Jedynym powodem tych ataków jest bezpieczeństwo Amerykanów… Czy takie zapewnienia z Kremla lub Pekinu byłyby do przyjęcia w Waszyngtonie? Autorka uważa, że dziś, kiedy USA mają jeszcze technologiczną przewagę i jako jedyny kraj mają możliwości rozwijania kampanii dronów na wysokim poziomie, powinny zabiegać o ustanowienie odpowiednich norm i ram prawnych, które w przyszłości ograniczą apetyty np. Rosji i Chin, by w podobny łatwy i „legalny” sposób zabijać swoich przeciwików w ważnych dlań regionach.

Tymczasem Mark N. Katz na łamach Democracy Lab dorzuca kolejny głos w sprawie interwencji w Syrii. Uważa on, że trzeba w końcu się zaangażować, bo bierna postawa Zachodu nie tylko kosztuje życie kolejnych syryjskich cywili, ale stwarza również zagrożenie dla sojuszników USA – Turcji, Jordanii i Izraela. Autor uważa, że właśnie drony byłyby dobrym środkiem wsparcia powstańców. Eliminowanie wysoko postawionych wojskowych i polityków reżimu Assada mogłoby zmniejszyć możliwości wojsk rządowych, a także skłonić większą ich ilość do odstępstw i ucieczek za granicę.

Myślę, że to półśrodek. Owszem, drony mogłyby wymiernie wesprzeć w walce powstańców (widzieliśmy to na wiosnę w Jemenie), ale to na pewno nie jest czynnik zdolny przeważyć szalę wojny. Ponadto autor pisze, że użycie lotnictwa i ustanowienie „non fly zones” jest ryzykowne, gdyż Syria posiada zaawansowane systemy obrony powietrznej. To prawda. Problem w tym, że skoro zakładamy, że Syria jest w stanie zagrozić wrogim sobie siłom powietrznym, to tym bardziej jest w stanie zagrozić o wiele łatwiejszym do zestrzelania dronom. Nie tędy droga.

NAJWIĘKSZE ĆWICZENIA MORSKIE W HISTORII REGIONU

Dziś rozpoczynają się największe w historii Bliskiego Wschodu ćwiczenia morskie. Udział w nich weźmie ponad 30 państw pod przewodnictwem USA. Potrwają do 27 września, a ich głównym celem jest szlifowanie współpracy wobec zagrożenia minowego. Ćwiczenia mają znaczną skalę. Choć odbywać będą się głównie na wodach Zatoki Perskiej, obejmą również wody Zatoki Omańskiej i Zatoki Adeńskiej. Więcej na ich temat można przeczytać na łamach militarytimes.com.

Pomimo zapewnień amerykańskiej admiralicji, że ćwiczenia nie mają na celu wywierania presji na Iran i nie są wymierzone w żadnego konkretnego przeciwnika, oczywistym wydaje się, że jest to kolejny akord w festiwalu „prężenia muskułów” w Zatoce Perskiej. Warto jednak zwrócić uwagę na inny aspekt. Te ćwiczenia to zdecydowanie nie tylko pokaz siły, ich wartość merytoryczna jest ważniejsza. Współpraca między USA a ich sojusznikami w zwalczaniu zagrożenia minowego jest kluczowa, zwłaszcza w Zatoce Perskiej, zagrożonej przez posiadający znaczne możliwości w tym aspekcie Iran, ale także w innych rejonach globu. Wynika to ze stosunkowo niewielkiego potencjału U.S. Navy w tej materii. Gdyby chcieć wskazać najsłabszą stronę amerykańskiej marynarki wojennej to wybór bez zbytniego zastanowienia mógłby paść na ubogi garnitur środków zwalczania zagrożenia minowego.

Amerykański potencjał jest nader skromny. 14 przestarzałych okrętów klasy Avenger, śmigłowce służące do zwalczania min, specjalnie wyszkolone grupy płetwonurków i drony „SeaFox” niemieckiej produkcji, które dopiero od niedawna wchodzą na wyposażenie USN to niewiele, jak na kraj o tak rozwiniętych interesach na morzu. Kwestia jest tym ważniejsza, że potencjalni adwersarze USA rozwijają swoje środki walki minowej. Mina morska jest środkiem tanim, który może w realny sposób zagrozić nawet najnowocześniejszym amerykańskim okrętom, a także swobodzie żeglugi handlowej. Zwłaszcza na akwenach takich jak Cieśnina Ormuz. Amerykańska marynarka już od czasów wojny w Korei zmagała się z tym zagrożeniem. Również w Zatoce Perskiej, w latach 80. podczas wojny iracko-irańskiej, czy podczas obu wojen z Irakiem.

Mimo to rozwój skutecznych środków zwalczania min był zaniedbywany przez admiralicję. Nieprzystające do dzisiejszych realiów Avengery mają być zastąpione przez LCSy, z których część będzie wyposażona w moduł trałowy, będą mogły utrzymywać na swym pokładzie śmigłowce, a także operować dronami zwalczającymi miny. To jednak melodia przyszłości. Dziś bez współpracy z sojusznikami Amerykanie mieliby spore problemy w walce z irańskim potencjałem minowym. Typowym środkiem asymetrycznej walki morskiej.

IRAŃSKO – EGIPSKIE WIĘZI WYWIADOWCZE ?

Bill Gertz na łamach Washington Free Beacon opisuje wzrastające zaniepokojonie w łonie amerykańskiej rodziny wywiadowczej dotyczące możliwej współpracy służb specjalnych Iranu i Egiptu. W sierpniu miało dojść do spotkania na najwyższym szczeblu pomiędzy szefem egipskiego wywiadu generałem Muradem Muwafim a wysoko postawionym członkiem irańskiego Ministry of Inteliigence and Security (MOIS), znanym jako Gerami. Budzi to niepokój, gdyż MOIS znane jest jako główna irańska agencja wywiadowcza, a także instytucja aktywnie wspierająca islamski terroryzm w tym Al-Qaidę, czy irańskich proxies z Hezbollahem na czele.

Warto jednak pamiętać, że generał Muwafi, który pełnił swoją funkcję jeszcze za rządów Mubaraka, dziś nie jest już szefem egipskiego wywiadu. Został zdymisjonowany przez prezydenta Morsiego w sierpniu, w związku z wydarzeniami na Synaju. Komentatorzy uznali to za przejaw przejmowania kontroli nad egipskimi służbami specjalnymi przez Bractwo Muzułmańskie. O samym spotkaniu wiadomo niewiele. Trudno z faktu samego jego odbycia wysnuwać daleko idące wnioski, tym bardziej, że kontakty między służbami specjalnymi poszczególnych państw nie są rzadkością. Nie zmienia to faktu, że obawy dotyczące możliwości zakulisowego wspierania terroryzmu przez nowe egipskie władze pojawiać muszą się w sposób naturalny.

Zostawiając sprawy wywiadowczych kontaktów egipsko-irańskich, to co najbardziej rzuca się w oczy czytając ten, a także wiele innych artykułów, to mnożące się z dnia na dzień znaki zapytania wobec „nowego Egiptu”. Różne, często przeciwstawne sygnały to cecha charakterystyczna rządów Morsiego. Z jednej strony swoją pierwszą zagraniczną wyprawę odbywa do Rijadu (jej powód był dość jasny – saudyjskie petrodolary), z drugiej chęci ułożenia nowych stosunków z Iranem. Jaką postawę przyjmie Egipt wobec terroryzmu, czy nie zechce utworzyć własnej siatki „proxies” i znacznie bardziej niż za czasów Mubaraka zaangażować się w regionalną politykę? Trudno odpowiedzieć dziś na to pytanie. Dzisiejszy Egipt to ciężki orzech do zgryzienia dla USA i innych zachodnich państw. Problem, z którym trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie, nie zapominajmy bowiem, że to najludniejsze państwo w regionie, które do tej pory nie brało tak aktywnego udziału w regionalnych zmaganiach, jak predysponuje do tego jego potencjał.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka Północna, Chiny i Azja, Egipt, Iran, Marynarka Wojenna, Rosja, Siły Powietrzne, Syria, Służby Specjalne, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Salafici po „arabskiej wiośnie”, debata na temat Dronów, wielkie ćwiczenia w Zatoce Perskiej i egipsko-irańskie kontakty wywiadowcze.

  1. Pingback: Druga kadencja Obamy również pod znakiem dronów? | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s