Sztab Mitta Romney’a o przyszłości U.S. NAVY.

Źródło: en.wikipedia.org

Kilka miesięcy temu opisywałem założenia przyjętego w marcu 2012 roku 30-letniego planu rozwojowego marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Plan ten był szeroko krytykowany za zbytnie osłabienie potencjału USN. Podkreślano przy tym, że jest wysoce niewystarczający w czasach kiedy flota jest i będzie najważniejszym komponentem sił zbrojnych USA. Marynarka wojenna jest również komponentem, który bardziej niż inne skupiał na sobie uwagę w toczącej się aktualnie kampanii prezydenckiej w USA. Kandydat Republikanów Mitt Romney wielokrotnie podkreślał, że jego celem będzie zwiększenie potencjału marynarki. Jednak do tej pory pretendent do prezydenckiego krzesła nie rozpieszczał szczegółami w tej materii. Pewne światło na problem rzucił kilka dni temu czołowy doradca Romney’a do spraw militarnych, John Lehman ,w wywiadzie dla serwisu DefenseNews. Postać do wypowiadania się w temacie wyjątkowo predysponowana, Lehman był bowiem Sekretarzem Marynarki Wojennej w czasach Ronalda Reagana. W czasach, w których planowano stworzenie marynarki liczącej 600 okrętów, dwa razy więcej niż planuje się dzisiaj…

Kwestia podstawowa to rozmiar marynarki. Budzi ona najwięcej kontrowersji. Przypomnijmy, że obowiązujący plan przewiduje marynarkę złożoną z około 300 okrętów. Lehman twierdzi, że celem prezydenta Romney’a będzie marynarka licząca 350 jednostek. Tym samym ilość nowych maszyn, która każdego roku będzie wchodzić do służby ma wzrosnąć z 9 do 15. Różnica jest diametralna. Kandydat Republikanów postuluje utworzenie dodatkowego lotniskowcowego skrzydła myśliwców F/A-18 Super Hornet (Lehamn mówił również, że decyzja administracji Obamy o zaprzestaniu produkcji Super Hornetów po 2014 roku zostania zawieszona „natychmiast”), a także zwiększenie „Gator Fleet” do 39 okrętów. Ta ostatnia liczba to chęć wyjścia na przeciw wymaganiom Korpusu Piechoty Morskiej.

Lehman chce utrzymać produkcję kontrowersyjnych LCSów na obecnie planowanym poziomie, novum ma być start prac nad następcą wysłużonych, ale jakże udanych fregat klasy Oliver Hazard Perry. Przypomnijmy, że w obecnie obowiązującym planie nie ma miejsca na nowe fregaty. Po wycofaniu okrętów OHP, a także trałowców klasy Avenger LCSy pozostaną jedynymi „małymi” jednostkami nawodnymi we flocie. Wiadomo jednak, że nie będą one miały możliwości uczestniczenia w aktywnej walce morskiej, ich przeznaczenie jest zupełnie inne. To punkt planu Republikanów, któremu zapewne wielu admirałów chętnie przyklaśnie. Jednostki te mają być w założeniach Lehmana stosunkowo tanie, około 600 – 700 mln$ za sztukę.

Lehman mówi również o nowej klasie jednostek, których zadaniem będzie obrona przeciwrakietowa (Lehman twierdzi, że aby ograniczyć koszty, jednostki tego typu wykorzystywałyby, któryś z istniejących już dziś kadłubów, nie potrafi jednak wskazać jaki, ogranicza przy tym wybór do kadłubów przygotowanych dla okrętów klasy San Antonio i klasy Zumvalt), wspomina także o zwiększeniu tempa wprowadzania do służby nowych niszczycieli, tutaj ma zapewne na myśli klasę Arleigh Burke.

Lehman zwraca również uwagę na ogromnie wydłużony okres wprowadzania do służby nowych projektów. Jako przykład podaje F-22 Raptor, którego opracowywanie zajęło 22 lata, a także niemiłosiernie dłużące się i pochłaniające niebotyczne środki prace nad F-35. Kontrastuje to choćby z F-16, którego opracowanie zajęło 7 lat. Według niego celem administracji Romney’a będzie „wyczyszczenie” całego procesu zakupów nowych maszyn, który rzeczywiście dziś wydaje się być dalece niewydolny. Obserwując to co dzieje się z F-35, a zwłaszcza ile pieniędzy pochłonął już ten projekt, wyraźnie widać, że jest to aspekt, który wymaga gwałtownych zmian. Lehman wspomina jeszcze o przyśpieszeniu tempa budowy okrętów podwodnych, a także zwiększeniu ilości ludzi służących w marynarce.

To niewątpliwie piękne plany. Na ile są jednak realne, a na ile to tylko wyborcza retoryka? Jak zwykle głównym problemem będą pieniądze, a o tych Lehman nie chce rozmawiać. Mówi jedynie, że Romney jako znakomity biznesmen z pewnością da sobie radę… Mówi o tym, że trzeba dokonać zmian systemowych, które pozwolą zwiększyć potencjał marynarki nie podnosząc przy tym drastycznie jej kosztów. Trudno dziś komentować te plany, czy może bardziej obietnice, należy zachować wobec nich daleko idącą rezerwę. O ile całkowite wypełnienie tych bardzo optymistycznych założeń wydaje się mało realne, o tyle kilka z powyższych punktów powinno stać się całkowitym priorytetem, nie tylko możliwej administracji Romneya.

Cofnięcie decyzji o końcu produkcji Super Hornetów po 2014, przy znanych problemach z F-35 jest niewątpliwie konieczne. Wyższe tempo budowy okrętów podwodnych również wydaje się niezbędne w dzisiejszym środowisku międzynarodowych. Nowa fregata, owszem marynarka mogłaby na niej wiele skorzystać, to jednak cel bardziej odległy i zapewne kosztowny. Z drugiej strony utworzenie 11tego skrzydła lotniskowcowego wydaje się mieć mniejszy sens. USA operują 11 lotniskowcami, z czego w każdym momencie jeden przechodzi gruntowny remont trwający 4 lata (Lehman mówi o możliwości skrócenia tego czasu), a 2-3 kolejne mniejsze remonty, które jednak też trwają kilka miesięcy. Nie wydaje się więc by dodatkowe skrzydło było czymś niezbędnym.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marynarka Wojenna i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Sztab Mitta Romney’a o przyszłości U.S. NAVY.

  1. Pingback: Walka o Biały Dom – Walka o przyszłość U.S.NAVY. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s