„Inwazja” Mossadu na Białoruś i kłopoty Hamasu na własnym podwórku.

Źródło: haaretz.com

„INWAZJA” MOSSADU NA BIAŁORUŚ.

Na stronach Washington Free Beacon możemy przeczytać o bardzo ciekawej sytuacji, która ma miejsce za naszą wschodnią granicą. Choć Mossad nie jest instytucją, której operacje w pierwszej kolejności kojarzą się z Białorusią, a obecność żydowskich agentów w kraju prezydenta Łukaszenki może wydawać się ciekawostką, sprawa jest dość poważna.

Skąd całe zamieszanie? Kilka dni temu okazało się, że w szpitalu w Mińsku do zdrowia po operacji przeszczepu wątroby dochodzi Meir Dagan. 67-letni Dagan był szefem Mossadu w latach 2002-2010. Jest bardzo znaną i szanowaną w Izraelu osobą, która , co oczywiste posiada wiedzę na temat wielu kluczowych dla bezpieczeństwa Izraela kwestii. Ponadto przez lata swojej pracy, jako głowa najbardziej znanej żydowskiej agencji wywiadowczej, stał się prawdziwym „nemesis” – jak to określa autor artykułu, Hezbollahu i irańskich agentów. Mimo więc, że jest już na emeryturze, wrogów nadal ma sporo.

Nie może więc dziwić, że liczni agenci Mossadu pojawili się w Mińsku, by zadbać o bezpieczeństwo swojego byłego szefa. Skandalem w całej sprawie jest jednak to, że informację na temat miejsca przebywania Dagana przeniknęły do opinii publicznej. Kto jest odpowiedzialny za to pożałowania godne „niedopatrzenie”? Nie kto inny jak sam prezydent Białorusi.

Aleksandr Łukaszenka ochoczo wyznał mediom, że Meir Dagan leczy się w jego kraju. Sytuację wykorzystał propagandowo, podkreślając przy okazji, że kraje takie jak USA, Niemcy i Szwecja odmówiły leczenie byłego szefa Mossadu. Strona izraelska twierdzi, że jedynym powodem, dla którego Dagan znalazł się na Białorusi był fakt znalezienia właśnie tam odpowiedniego dawcy.

Nie to jest jednak najważniejsze. Lekkomyślność Łukaszenki może przyprawić o ból głowy. Dagan jest osobą, która jest niezwykle wartościowa, zarówno jako cel porwania, jak i zamachu. Korzyści, jakie wrogi Izraelowi kraj mógłby wynieść z porwania i przesłuchań Meira Dagana mogłyby poważnie wpłynąć na politykę w regionie. Ponadto znajduje się on od 2008 roku na pierwszym miejscu „listy poszukiwanych” Hezbollahu.

Trudno się więc dziwić Mossadowi, że po feralnym wystąpieniu Łukaszenki wysłał na Białoruś znaczną dodatkową (bardzo znaczną) liczbę agentów. Meir Dagan będzie wracał do zdrowia powoli. Teraz, gdy po publicznych słowach swojego „gospodarza” nie przebywa już na Białorusi incognito, będzie odzyskiwał siły pod czujnym okiem znacznych sił Mossadu. A czy Hezbollah, Iran, lub któryś z pozostałych licznych wrogów Izraela postara się wykorzystać sytuację? Nawet jeśli tak, to o tym zapewne nie dowiemy się ani my, ani prezydent Łukaszenka.

WSPÓLNE CELE HAMASU I IZRAELA

New York Times opisuje na swoich stronach niecodzienną sytuację w Strefie Gazy. Rozwój nowych, ekstremistycznych ugrupowań na tym palestyńskim terytorium sprawił, że Izrael i Hamas mają obecnie zbieżne interesy.

Znacznie osłabiony, zarówno przez działania Izrael w Gazie w ostatnich kilku latach, jak i zerwane więzi z Iranem Hamas z niepokojem spogląda na rozwój w Gazie nowych, bardziej agresywnych grup. Wywodzą się one ze środowisk salafickich, inspirowanych ideologią Al-Qaidy. Ich postawa zagraża kruchemu zawieszeniu broni między Hamasem a Izraelem, tym samym może na palestyńskie ugrupowanie ściągnąć kolejną akcję izraelskich sił zbrojnych. Efekty widoczne były już w tym miesiącu. Siły powietrzne Izraela przeprowadziły dwa naloty na cele w Strefie Gazy (trzeci nalot w październiku został przeprowadzony dziś, w odpowiedzi na zeszło nocny ostrzał terenów Izraela przez bojowników z Strefy Gazy), eliminując przy tym kilku bojowników.

W Gazie działa obecnie wiele ugrupowań, których ideologia i postawa są znacznie bardziej skrajne niż Hamasu. Powoduje to oczywiste napięcia. Hamas od kilkunastu miesięcy aktywnie zwalcza te grupy. Nie może sobie pozwolić, by konkurencyjne frakcje podważały politykę Hamasu i samodzielnie operowały w sposób sprzeczny z jego linią.

Władze izraelskie nie kryją obaw. Podkreślają bliską współpracę ekstremistów z Gazy z nowymi ugrupowaniami, działającymi od tego roku na Półwyspie Synaj. Południowa granica Izraela jest tym samym nastawiona na duże niebezpieczeństwo. Sami Salafici „narzekają”, że są obecnie prześladowani przez Hamas, Izrael , a także Egipt.

Źródeł obecnej sytuacji należy szukać w roku 2006, kiedy to Hamas zdecydował się wystartować w wyborach do palestyńskiego parlamentu. Spowodowało to zmiany w polityce ugrupowania, z którymi wielu radykałów salafickich, od wielu lat obecnych w Gazie, a także bardziej ekstremistyczni działacze Hamasu, nie chcieli się pogodzić. W roku 2009 doszło w Gazie do walk między Hamasem, a a ugrupowaniem Jund Ansar Allah, które ogłosiło utworzenie islamskiego emiratu w południowej części strefy. Hamas zdecydowanie i dość skutecznie zwalcza środowiska konkurencyjne dla swojej władzy w Gazie, według Izraela robi jednak zbyt mało. Nie angażuje się na tyle, by ostatecznie zniszczyć radykalne grupy.

Na południowej granicy Izraela robi się bardzo gorąco. Wpływ na to mają zmiany w Egipcie i osłabienie władzy Kairu nad Synajem. Ważny jednak jest tutaj również wątek irański. Drogi Hamasu i Iranu rozeszły się w 2011 roku. Wynikło to z kilku przyczyn. Po pierwsze, po ciężkich doświadczeniach Hamasu w walce z Izraelem w roku 2008, ugrupowanie stało się ostrożniejsze. Nie miało ochoty rzucać Izraelowi kolejnego wyzwania, gdyż zostało mocno osłabione. Iran, który w związku z międzynarodową presją gospodarczą, a także inwestycjami w siły zbrojne i program atomowy, zaczął borykać się z problemami finansowymi przestał widzieć korzyści we wspieraniu Hamasu. Na to wszystko nałożył się wybuch wojny w Syrii, Hamas poparł powstańców, co ostatecznie zadecydowało o zerwaniu więzi z Iranem. W tym roku, przywódcy Hamasu oficjalnie zadeklarowali również, że w razie ataku Izraela na Iran nie dokonają ataków i zamachów na cele w państwie żydowskim.

Obecnie Iran woli wspierać o wiele „tańsze w utrzymaniu”, małe, ale za to bardzo radykalne grupy, zarówno w Gazie, jak i na Synaju. Choć Iran ma obecnie problemy gospodarcze, pieniądze i broń z Teheranu na pewno nadal płyną na południową flankę Izraela. Jak wielokrotnie wspominałem, „proxies” to jeden z najważniejszych atutów w talii asymetrycznego potencjału reżimu ajatollahów, a posiadanie przychylnych ugrupowań w tak czułym miejscu jak Gaza, czy Synaj, jest dla Iranu bardzo ważne na wypadek wojny z Izraelem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Izrael, Służby Specjalne, Terroryzm i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s