Czy zbrojenie lokalnych milicji w Afganistanie jest przemyślane?

Źródło: washingtonpost.com

O błędach strategicznych Stanów Zjednoczonych w Afganistanie można pisać wiele. Niekorzystny obrót wydarzeń powoduje kreowanie co raz to nowszych pomysłów i rozwiązań, które mają w ostatniej chwili umożliwić „zwycięstwo” siłom NATO i rządowi Karzaja. Nie jestem jednak przekonany czy wszystkie są dobrze przemyślane.

Afghan Local Police to inicjatywa zapoczątkowana w połowie 2010 roku. Pomysł narodził się w związku z niedostatecznie szybkim rozwojem regularnej armii i policji Afganistanu. Siły rządowe nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa w całym kraju, a siły NATO sukcesywnie zmniejszają swoje zaangażowanie. ALP miało być swoistym remedium. Są to niewielkie, wyselekcjonowane grupy Afgańczyków, pochodzące z niewielkich społeczności, które Amerykanie zbroją (jedynie w najprostszy sprzęt: mundur, kałasznikow, radio) i szkolą. Tak przeszkolona i usankcjonowana przez rząd w Kabulu milicja, ma za zadanie chronić przed Talibami powierzony im, niewielki rejon kraju. Członkowie danej milicji wywodzą się z regionu, którego bronią, co wpływa na ich motywację i morale. W razie spotkania z silniejszym wrogiem mają powiadomić najbliższe siły ISAF lub ANSF. W szeregach ALP służy już ponad 10 tysięcy ludzi, a w przyszłości liczba ta może osiągnąć nawet 30 tysięcy. Zarówno Amerykanie, jak i Afgańczycy są bowiem z działań ALP bardzo zadowoleni.

Czasami zdarza się jednak, że członkowie ALP przekraczają swoje kompetencje. Delikatnie mówiąc. Znane są przypadki gdy milicje ustanawiały własne prawa i podatki na obszarze swojej odpowiedzialności. Dopuszczały się wymuszeń, czy gwałtów. Te jednostkowe przypadki nie przysłoniły jednak pozytywnego wrażenia jakie cała inicjatywa sprawia. Warto tutaj dodać, że do tej pory doszło do tylko jednego „insider attack”, w którym sprawca byłby członkiem ALP. To solidny plus, biorąc pod uwagę jak wielką plagą są ataki sił rządowych na żołnierzy NATO w ostatnich miesiącach.

Optymistyczne opinie nie dziwią. Tym bardziej, że ALP naprawdę dają się we znaki Talibom (choć zdarzały się również przypadki przystąpienia milicji do szeregów powstańców), świadczy o tym fakt, że członkowie milicji i ich rodziny byli jednym z głównych celów polowań Talibów w tegorocznym sezonie walk. Według byłego głównodowodzącego sił USA w Iraku, Afganistanie, do wczoraj szefa CIA, generała Davida Petraeusa, ALP jest: „prawdopodobnie najbardziej istotnym elementem wysiłków mających sprawić, że Afganistan będzie w stanie sam zadbać o swoje bezpieczeństwo”. Być może, choć według mnie skutek istnienia tej formacji może być zupełnie odwrotny, ale o tym za chwilę. Najpierw przyjrzyjmy się kolejnej interesującej inicjatywie.

Późną wiosną tego roku, w prowincji Ghazni, doszło do ciekawego wydarzenia. Niechronieni przez rząd, niepokojeni przez Talibów, miejscowi mężczyźni z własnej inicjatywy złapali za broń i rzucili wyzwanie Talibom, odnosząc w tej walce pewne sukcesy. Do podobnych wystąpień doszło w kilku miejscach. Ta oddolna inicjatywa spodobała się NATOwskim dowódcom, wyrazili oni chęć pomocy wojowniczym „chłopom”. W prasie pojawiły się entuzjastyczne wypowiedzi amerykańskich wojskowych, spotkać można było ciekawe pojęcie „do-it-yourself anti-isnurgency„. Amerykanie od razu zaczęli porównywać tę sytuację do powstania przeciwko Al-Kaidzie w irackiej prowincji Anbar, w roku 2007. Obecnie istnieje możliwość, że grupy te zostaną przez NATO dozbrojone. Wojskowi liczą, że z kilku takich grup uda się stworzyć jednolity, szerszy front walki z Talibami.

20, może 30 tysięcy członków ALP, ponadto nieznana liczba samozwańczych „powstańców” w Ghazni. To spora liczba zbrojonych i szkolonych przez ISAF ludzi. Problem w tym, że ich lojalność wobec władzy w Kabulu jest co najmniej wątpliwa. W ALP służą głównie Pasztuni. Obecnie przedstawiciele władz w odmiennych etnicznie terenach kraju też domagają się utworzenia milicji ALP na swoim terenie. Jako powód podają skuteczność jednostek. Tylko po co ALP w prowincjach gdzie aktywność Talibów jest znikoma? Odpowiedź jest prosta. Gdy z Afganistanu znikną już siły NATO, a w kraju, czego niestety wielu się obawia, wybuchnie wojna domowa Uzbecy, czy Tadżycy nie chcą, żeby Pasztuni posiadali przewagę w postaci 30 tysięcy wyszkolonych przez amerykańskie siły specjalne bojowników z ALP.

Afganistan to nie Irak. Mam obawy, że ISAF bagatelizuje naprawdę niewielką zależność zamieszkującej prowincje ludności od władz w Kabulu. Nie ma możliwości, żeby ALP złożyła broń w sytuacji, gdy prezydent Afganistanu uzna, że nadszedł czas zdemobilizować milicje. Utworzenie takich bojówek na stałe wpisuje je, w i tak pełne zwalczających się grup, afgańskie środowisko. Nawet jeżeli wojna domowa nie wybuchnie, ALP nie będą siłą posłuszną rządowi. Raz poczuwszy swoją ważną rolę, członkowie milicji nie będą chcieli pokornie złożyć broni i wrócić do codziennych zajęć. W realiach Afganistanu po 2014 roku 30 tysięcy przyzwoicie wyszkolonych ludzi to naprawdę spory potencjał, który może zostać wykorzystany w sposób dalece odmienny od dzisiejszych amerykańskich intencji.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Afganistan i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s