Czy wojna w Gazie jest na rękę Netanyahu?

Źródło: telegraph.co.uk

Gdy piszę te słowa izraelskie wojska stoją u granic Strefy Gazy, gotowe w każdej chwili rozpocząć ofensywę lądową. Wejście do Gazy byłoby katastrofą z punktu widzenia Izraela. Wierzę, że Banjamin Netanyahu nie wyda rozkazu do ataku, jeżeli sytuacja naprawdę go do tego nie zmusi. Trudno mi uwierzyć w spotykane w mediach opinie, jakoby obecny konflikt miał pomóc Netanyahu w zbliżających się wyborach, których urzędujący premier jest przecież faworytem. Wynika z nich bowiem dorozumiany wniosek, że wojna byłaby rządowi na rękę. Przypuszczenia takie wydają się w obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie niedorzeczne.

Sytuacja geopolityczna Izraela jest obecnie nie do pozazdroszczenia. Już w sierpniu opisywałem jaki wpływ na Izrael mogą mieć dynamiczne zmiany widoczne w regionie od 2011 roku. Warto dodać, że sytuacja od tego czasu jeszcze się pogorszyła. Wojna w Syrii jest bardziej intensywna, Islamiści wzmacniają się w Egipcie i całej Afryce północnej, Barack Obama wygrał wybory w USA i za swój priorytet w polityce zagranicznej uznał Azję Wschodnią, o czym świadczy trwająca obecnie, pierwsza po wyborach podróż. Do Indochin. Do tego w Jordanii, jednym z najstabilniejszych państw w regionie, którego relacje z Izraelem mogliśmy uznawać za poprawne, dochodzi w ostatnich tygodniach do co raz gwałtowniejszych wystąpień ludności przeciw władzy. Według czarnego scenariusza Izrael może wkrótce być otoczony przez rządzone przez Islamistów Egipt, Jordanię i Syrię. Tęsknota za upadłymi lub upadającymi dyktatorami w Tel Awiwie musi narastać z każdym dniem.

W oddali majaczy wciąż groźny Iran, który wzbogaca uran na najwyższych do tej pory obrotach, nic nie robiąc sobie z amerykańsko-europejskich sankcji. Już samymi bombardowaniami, nie mówiąc o inwazji lądowej na Gazę, Izrael zwraca na siebie uwagę również naftowych monarchii Zatoki Perskiej, które w stałej „wojnie o rząd muzułmańskich dusz” z Iranem, muszą wyraźnie bronić Palestyńczyków, choć tak naprawdę w Rijadzie, Doha, czy Dubaju mają teraz inne problemy i konflikt ten nie jest im na rękę. Izrael ściągnął na siebie również gniew Turcji, w czasie gdy istniały szanse, że relacje między Tel Awiwem a Ankarą będą się stopniowo ocieplać…

W ostatnim czasie granica z Gazą była „frontem”, który przysparzał Izraelowi najmniej kłopotów. Tym bardziej, że Hamas od początku „arabskiej wiosny” oddalał się od Iranu. Czy Netanyahu, w czasie gdy Barack Obama patrzy na Bliski Wschód bardzo niechętnie i przesuwa amerykański potencjał militarny na Pacyfik, Egipt się radykalizuje, w Syrii działają ekstremiści, władza w Jordanii zaczyna się chwiać, a niepowstrzymywany przez nikogo Iran gromadzi wzbogacony uran, podejmowałby niepotrzebne decyzje, w których efekcie muzułmański świat może – chwilowo – zjednoczyć się przeciwko Izraelowi? Szczerze wątpię.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Izrael i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s