Pajęczyna rywalizacji w powojennym Afganistanie.

źródło: csmonitor.com

Jedną z cech charakteryzujących większość bliskowschodnich państw, a także ich mieszkańców, jest powszechna wiara w spiskowe teorie, które często bywają wymówkami usprawiedliwiającymi niepowodzenia danych władz lub niedostatecznie wysoki standard życia muzułmanów. Jednym z „ulubionych” komunałów, który lubią powtarzać zarówno rządzący, jak i zwykli mieszkańcy regionu, dotyczy „przemożnych zewnętrznych wpływów”, które napędzają tryby historii Bliskiego Wschodu. Trzeba przyznać, że po części mają rację. Negatywny obraz Zachodu w regionie nie bierze się tylko stąd, że muzułmanie krytykują jego liberalne wartości, demokrację, czy obyczajową swobodę. Państwa takie jak USA, Wielka Brytania, czy Francja wielokrotnie zakulisowo wpływały na historię regionu. Wystarczy wspomnieć obalenie demokratycznie wybranego premiera Iranu, Mohhamada Mosaddegha, przez CIA i MI6 w 1953 roku. Przykładów jest znacznie więcej.

Bliski Wschód to jednak nie tylko wpływy globalnych mocarstw. To także, a dziś może zwłaszcza, wpływy jednych krajów regionu na inne. Na Bliskim Wschodzie powszechny jest niewielki szacunek dla suwerenności sąsiadów. Kilka miesięcy temu w serii artykułów opisywałem stałą, choć skrytą walkę o wpływy między Iranem a Arabią Saudyjską. Pozwoliłem sobie nawet użyć sformułowania „zimna wojna”, które według mnie celnie charakteryzuje tę rywalizację. Obecnie możemy wskazać wiele państw w regionie, na których wewnętrzną politykę silny wpływ mają działania organizmów zewnętrznych, i nie mówię tutaj o transnarodowych ze swej natury organizacjach terrorystyczno-bojowniczych, czy też o mocarstwach globalnych jak USA, Chiny, Rosja i kraje europejskie. Mam na myśli aktorów bliskowschodnich. Katalog jest obszerny: Syria (GCC, Iran, Irak, Turcja), Jemen (Arabia Saudyjska, Iran), wpływy Iranu na mniejszości szyickie w państwach GCC, Irak (Arabia Saudyjska, Iran, Turcja). Nie zapominajmy o Libanie, czy też o panregionalnym wymiarze obecnych wydarzeń w Gazie, o którym bardzo celnie pisał kilka dni temu Jonathan Schanzer na łamach Foreign Policy.

Nie miejmy wątpliwości, Afganistan czeka ten sam los. Afganistan był od wieków miejscem, na którym ścierały się sprzeczne interesy obcych państw. Do dziś symbolem tego zjawiska, jest spopularyzowane przez Rudyarda Kiplinga pojęcie „Wielka Gra”, opisujące zaciętą rywalizację Wielkiej Brytanii i Rosji w Azji Centralnej w XIX wieku. Obawiam się, że po roku 2014 będziemy świadkami bardziej złożonych problemów, niż Londyn i Moskwa były w stanie „zafundować” Afgańczykom ponad 100 lat temu.

Stany Zjednoczone w Afganistanie pozostaną, bo w oparciu o ten kraj będą nadal prowadziły walkę z terroryzmem. Wraz z nimi zapewne część sojuszników z NATO. Chiny będą obecne, gdyż inwestują w Afganistanie gospodarczo. Kraj ten zwraca również uwagę Chin, gdyż może być wygodnym zapleczem dla kontestujących władzę Pekinu Ujgurów. Rosja będzie chciała chronić swoje miękkie podbrzusze w byłych republikach radzieckich w Azji Centralnej i nie dopuścić do rozwoju zagrożenia islamskim ekstremizmem. Nie jest również wykluczone, że Szanghajska Organizacja Współpracy zechce zaprosić Afganistan do swoich struktur. To zapewne nie spodoba się nikomu w Waszyngtonie. To pierwsza płaszczyzna, na którą składają się interesy najsilniejszych graczy globalnych.

Drugie starcie, „klasyczne” dla tego rejonu świata, toczyć będzie się między Pakistanem a Indiami. Interesy Islamabadu w Afganistanie są bardzo szerokie, nie miejsce by szczegółowo je tutaj opisywać. Wiadomo już jednak, że jeden z podstawowych pakistańskich imperatywów, czyli nie dopuszczenie Hindusów do Afganistanu, nie zostanie zrealizowany. Indie chcą być obecne w Afganistanie i czynią ku temu zdecydowane kroki, zarówno na polu inwestycji gospodarczych, jak i działań politycznych. To druga płaszczyzna, na której Afganistan będzie jedną z osi „odwiecznej” hindusko-pakistańskiej rywalizacji.

Wszystko wskazuje jednak na to, że wytworzy się również trzecia płaszczyzna, która „zintegruje” Afganistan z położonym bardziej na zachód centrum regionu. Mam na myśli oczywiście rywalizację Iranu i Arabii Saudyjskiej. Iran nie posiada w Afganistanie silnej karty w postaci znaczącej mniejszości szyickiej. Hazarowie od wieków są jedynie niewielką, upośledzoną grupą. Mimo to Teheran stara się rozwijać swoje wpływy, choćby poprzez związki z Al-Qaidą, czy Talibami. Oparte są one na podstawie łączącej tych trzech aktorów, niechęci do USA. Iran również inwestuje znaczne środki w Afganistanie, i to nie tylko w przygranicznych, zachodnich terenach w okolicach Heratu.

O wpływach Arabii Saudyjskiej przez ostatnią dekadę mówiło się stosunkowo najmniej. Saudowie byli jednak w Afganistanie „obecni” od dawna. Nie zapominajmy, że Arabia jako jeden z niewielu krajów oficjalnie uznała rząd Talibów, o wkładzie Saudów w walkę z ZSRR w latach 80. nie wspominając. W czasie wojny Rijad ograniczył swoje wpływy, nie chcąc narażać się Amerykanom, teraz jednak przyszedł czas na ich odbudowę. Saudowie nie mogą bowiem dopuścić, by Iran wyprzedził ich na jakimkolwiek froncie bliskowschodniej rywalizacji.

Na początku tego miesiąca, na stronach Radio Free Europe, mogliśmy przeczytać, że w przyszłym roku w Kabulu rusza gigantyczna inwestycja saudyjska. Kompleks składał się będzie między innymi ze szpitala, sunnickiego uniwersytetu, obiektów sportowych i meczetu zdolnego pomieścić 15 tysięcy wiernych. Dodajmy w tym miejscu, że podobną inwestycję, choć może na nieco mniejszą skalę, przeprowadził w stolicy Afganistanu również Iran. W 2006 oddano do użytku, wybudowane za pieniądze Teheranu, Katam al-Nabyeen Islamic University. Nie trzeba dodawać, że składa się on ze szkół i świątyń szyickich. Obie te inwestycje są symboliczne. Jest to symbolika mocno niepokojąca.

Obawiam się, że Afgańczycy będą mieli we własnym kraju najmniej do powiedzenia po 2014 roku. O ile w Afganistanie nie dojdzie do wojny domowej (w którą Pakistan, Indie, Iran i Arabia Saudyjska będą mocno zaangażowane), to ścieranie się tak wielu wpływów musi zaważyć negatywnie na afgańskiej scenie politycznej, a przede wszystkim etnicznej spójności tego kraju. Korupcja rządzących, nastawianie jednej grupy etnicznej lub wyznaniowej przeciwko innej, walki między „proxies” poszczególnych państw, na pewno nie wpłyną pozytywnie na pokojową odbudowę powojennego Afganistanu, w którą z każdym dniem co raz mniej osób wierzy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Afganistan, Arabia Saudyjska, Chiny i Azja, Iran, Pakistan, Rosja, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s