Armia walczy o przyszłość i pieniądze.

Źródło: en.wikipedia.org

Źródło: en.wikipedia.org

Walka o kurczące się zasoby pieniężne Pentagonu trwa w najlepsze. Każdy komponent sił zbrojnych USA próbuje wykroić dla siebie jak największy kawałek tortu. Pozycja sił lądowych nie jest w tej chwili najmocniejsza, o czym pisałem już wcześniej. Wyzwania stojące przed Amerykanami w najbliższych latach, przynajmniej według opinii administracji Obamy, a także wielu ekspertów, zdecydowanie faworyzują marynarkę wojenną, lotnictwo i siły specjalne.

Złote lata sił lądowych minęły. W latach 90. były najbardziej „pewną siebie” siłą w Pentagonie, potem nastała dekada walki z terroryzmem i partyzantką, z której U.S.Army wyszła mocno poobijana, z przestarzałym sprzętem, obniżonym morale i taktyką dostosowaną do specyficznego przeciwnika. Do przeciwnika, z którym Amerykanie w najbliższych latach nie zamierzają już walczyć…

Szef sztabu Armii, generał Ray Odierno zdaje sobie sprawę z kłopotów w jakie popadają podlegające mu struktury. Wie również, że Armia bardzo ucierpi na budżetowych cięciach Pentagonu. Stara się jednak w swoich wystąpieniach podkreślać zalety i przydatność wojsk lądowych na nowoczesnym polu walki. Trzeba przyznać, że momentami starania te wydają się być niemal desperackie, na przykład w czasie listopadowego przemówienia w Center for Strategic and International Studies.

Gdyby brać słowa Odierno za dobrą monetę można by dojść do wniosku, że Armia jest odpowiedzialna za niemal każdy aspekt współczesnej wojny, że jest uniwersalną, nowoczesną i elastyczną siłą. Niezbędną w walce z przeciwnikiem wyposażonym w systemy anti access/area denial, takim jak Chiny, czy Iran. Nie jest tak i piszę te słowa z pełnym przekonaniem, nie deprecjonując przy tym oczywistych i nadal ważnych walorów U.S. Army.

Wisienką na torcie wystąpienia Odierno była wiadomość o utworzeniu „Office of Strategic Landpower”. Niestety nie znamy szczegółów dotyczących tej nowej struktury, wiemy jedynie, że będzie ona dzieckiem współpracy Armii, piechoty morskiej i sił specjalnych. Można się domyśleć, że będzie to ciało koordynujące współdziałanie mobilnych sił szybkiego reagowania w dowolnym miejscu globu. Tego bowiem wymaga przyszłe pole walki. Siły specjalne i piechota morską są stworzone do tego typu działań, Armia niekoniecznie. O ile opracowywanie wspólnych doktryn i szlifowanie współdziałania sił Armii z komandosami i marines jest pomysłem godnym pochwały, o tyle nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Armia stara się na siłę „wepchnąć’ w pole działania, na którym niekoniecznie jest niezbędna. Trzeba jednak poczekać na więcej informacji w tej materii.

Odierno starał się również odbijać piłeczki rzucane przez wszystkich tych, którzy nie widzą dla Armii ważnego miejsca w szeroko rozumianym „piwocie” na Pacyfik Baracka Obamy. Generał zdaje sobie sprawę, że „w regionie Pacyfiku jest dużo wody”…mimo to uważa, że działania lądowe i tak będą kluczowe, a ponadto siły lądowe mają największy wpływ na politykę w regionie. Z pierwszą tezą można się częściowo zgodzić. Doktryna Air Sea Battle zakłada, że zmasowana projekcja siły na ląd nie musi być konieczna dla złamania potencjalnego przeciwnika, jednak nie możemy założyć, że z całą pewnością tak będzie. Druga teza jest według mnie całkowicie chybiona. Obecnie, a już zwłaszcza na Pacyfiku, największy wpływ na decyzje polityczne zarówno sojuszników, jak i przeciwników USA, ma marynarka wojenna. Stała obecność sił lądowych w regionie może narazić je jedynie na niespodziewany atak i straty, które będą nie do przyjęcia dla amerykańskiej opinii publicznej i postawią amerykańskich polityków i dowódców w trudnej sytuacji już na samym początku konfliktu.

Odierno dodaje, że systemów anti access/area denial nie będzie dało przełamać się za pomocą samych sił lotnictwa i marynarki. Podkreśla znaczenie „Joint Forces”. Pełna zgoda. Jednakże siły specjalne i marines do tego wystarczą. W doktrynie ASB miejsce dla znacznego wysiłku Armii widzę jedynie w przypadku potrzeby dokonania zmasowanej inwazji lądowej po przełamaniu systemów aa/ad przeciwnika. Jednak bardzo prawdopodobne, że konieczność taka nie zajdzie.

Niezaprzeczalnie największym atrybutem sił lądowych jest możliwość stałego zajmowania terytorium, czy też dokonywania okupacji. Prawda jednak jest taka, że po pierwsze USA w najbliższych dekadach będą unikały operacji, które by się z tym wiązały. Po drugie armia amerykańska nie ma zbyt wielu sukcesów na tym polu od czasów II Wojny Światowej. Chęć uczynienie z niej siły zdolnej do stałego zajmowania wrogiego terytorium wiązałaby się z gruntownym przekształceniem U.S.Army, na które obecnie nie ma pieniędzy, woli i zapotrzebowania. Działania okupacyjne prowadzone w ostatniej dekadzie niosą ze sobą raczej nieprzyjemne doświadczenia i wnioski. Armia pozostanie oczywiście jedynym komponentem będącym w stanie zwalczać wrogie siły pancerne, pytanie czy przed takim wzywaniem Amerykanie staną w najbliższej perspektywie. Armia była niezbędna w 1991 roku, żeby złamać siły pancerne Saddama Hussajna, jednak była to operacja wyjątkowa i raczej trudno spodziewać się powtórki w najbliższym czasie. Na wojnę w Europie się nie zanosi, wojna z Chinami najpewniej rozstrzygnie się w ramach ASB, a do złamania dowolnej siły na Bliskim Wschodzie wystarczy potencjał marynarki i lotnictwa. Armia musi oczywiście zachować swoje siły ciężkie i rozwijać doktrynę ich użycia, ale nie jest to argument, który w dzisiejszych czasach usprawiedliwia zwiększone finansowanie sił lądowych.

Ray Odierno podkreślił również inne aspekty, na przykład świetne radzenie sobie z homoseksualizmem w Armii, oraz duże doświadczenie Armii w zapewnianiu infrastruktury telekomunikacyjnej i tworzeniu wspólnych sztabów i dowództw dla sił złożonych z różnych komponentów sił zbrojnych. Nie są to jednak w żadnej mierze atrybuty przeważające. Na koniec generał Odierno wspomniał o dużej roli Armii w przypadku konieczności prowadzenia wojny hybrydowej. Podobnie jak wcześniej, wydaje mi się, że jest to wyzwanie, któremu będą w stanie podołać siły specjalne i piechota morska.

U.S.Army czeka nie wesoła przyszłość. Wynika ona z kilku czynników. Po pierwsze cięcia budżetowe w Departamencie Obrony, po drugie przespanie lat 90.jeżeli chodzi o dostosowywanie swojego potencjału do pozimnowojennych realiów, po trzecie katastrofalna dekada wojen w Iraku i Afganistanie, po czwarte przestarzały sprzęt, po piąte ewolucja zagrożeń i wyzwań jakie współczesny świat stawia przed Ameryką. Armia musi zachować swoje zdolności prowadzenia pancernej ofensywy lądowej, takiej jak w 1991 roku. Bardziej jednak „na wszelki wypadek”, niż z możliwej do przewidzenia konieczności. Jeżeli chodzi o bliski i realne zagrożenia to najważniejszym orężem Białego Domu będą lotniskowiec, dron, okręt podwodny, myśliwiec 5.generacji, czy żołnierz sił specjalnych. Budżet Penatgonu musi to odzwierciedlać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólnie o wojnie, Siły Lądowe, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Armia walczy o przyszłość i pieniądze.

  1. Pingback: AFRICOM – symbol zmian ostatnich lat. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s