Związane ręce Waszyngtonu w sprawie Syrii.

Źródło: washingtonpost.com

Źródło: washingtonpost.com

Gdy w zeszłym miesiącu toczył się konflikt w Strefie Gazy cały świat odwrócił wzrok od wydarzeń w Syrii. W tym czasie rebelianci zaczęli robić największe jak dotychczas postępy w wojnie, opanowując co raz to nowe obszary, działając co raz skuteczniej. Wojna stała się przez to jeszcze bardziej zażarta i krwawa. Większe i bardziej zdecydowane poparcie dla powstańczej sprawy wyrażają również państwa zachodnie, co ma ścisły związek ze wzrostem politycznej spójności opozycji. Jednak do pokonania nadal pozostaje przeszkoda, która ogranicza wsparcie jakiego kraje zachodu mogą udzielić opozycji. Jest ona niezmienna od kilkunastu miesięcy. Mam na myśli islamskich bojowników, którzy również zwalczają reżim Assada, a do Syrii napływają z całego islamskiego świata, zwłaszcza z Iraku.

Na stronach New York Times’a możemy przeczytać o tym, że grupy islamskich bojowników związane z Al-Qaidą mają spory wkład w sukcesy, które zbrojna opozycja osiąga w ostatnich tygodniach. Autor słusznie zwraca uwagę na fakt, że choć dżihadyści stanowią niewielki procent ogólnej liczby powstańców, stanowią bardzo aktywną grupę w mozaice przeciwnych Assadowi stronnictw. Są doświadczeni w walkach, odważni, zorganizowani, cieszą się finansowym wsparciem wielu „darczyńców” muzułmańskiego świata. Dzięki temu przyciągają do swoich szeregów co raz więcej osób, wchodzą również w posiadanie co raz większej ilości zdobytej na armii Assada broni.

Problem nie polega jednak jedynie na tym, że Stany Zjednoczone obawiają się wysyłać do Syrii broń i pieniądze w trosce by te nie dostały się w ręce islamistów. Zagadnienie jest bardziej skomplikowane. W Syrii walczy obecnie wiele mniejszych i większych grup hołdujących islamistycznej ideologii. Zdecydowanie najbardziej rozpoznawalna z nich to Nusra Front, ugrupowanie ściśle związane z iracką Al-Qaidą, którego członkowie zabijali amerykańskich żołnierzy i Szyitów w wojnie irackiej. Jak wspomniałem, grupa ta obecnie jasno świeci na powstańczym firmamencie, gromadząc wokół siebie co raz więcej zwolenników. Dlaczego? Bo są aktywni i skuteczni, a co najważniejsze jest o nich głośno, gdyż ich działania są spektakularne.

Zwróćmy uwagę w jak delikatnym położeniu są Amerykanie. Waszyngton nosi się z zamiarem wpisania Frontu na listę międzynarodowych organizacji terrorystycznych. Budzi to sprzeciw wśród zwykłych Syryjczyków, ale także wśród bardziej umiarkowanych grup rebeliantów, z którymi USA chcą w dłuższej perspektywie współpracować. Powód niezadowolenia jest dość oczywisty. Podczas gdy USA nie robią wiele by położyć tamę codziennym masakrom cywili, Nusra Front aktywnie zwalcza reżim Assada, „broni ludzi”.

Amerykanie są również posądzani o to, że chcą wpisać bojowników z Nusra Front na listę, gdyż szukają pretekstu do ingerowania w sprawy syryjskie po obaleniu obecnego prezydenta. USA płacą dziś za długie lata niezręcznej polityki wobec regionu. Obecna sytuacja w Syrii wyraźnie to podkreśla. Tak naprawdę politycy w Waszyngtonie mają związane ręce. Na USA spada krytyka za bierną postawę i nieczułość na daninę krwi jaką każdego dnia konfliktu składają cywile. Z drugiej strony nie może dziwić, że Obama nie chce zaryzykować wysłania do Syrii zaawansowanej broni wiedząc, że kiedyś mogą skorzystać z niej terroryści, na przykład żeby zestrzelić pasażerski samolot. Chęć zwalczania Nusra Front również wzbudza opór wobec USA – błędne koło się zamyka.

W tym miejscu nasuwa się prosty wniosek. Mimo, że Nusra Front skutecznie walczy z siłami rządowymi, tak naprawdę działa na korzyść reżimu. Powoduje pęknięcia w łonie opozycji, uniemożliwia pomoc zachodu dla rebeliantów. Front jako organizacja stosunkowo niewielka ma znacznie mniejszy wpływ na przebieg działań wojennych, niż na polityczny i propagandowy wymiar tej wojny. Jestem pewien, że w Damaszku i Teheranie świetnie zdają sobie z tego sprawę i tamtejsze służby specjalne umiejętnie wpływają na postawę sunnickich islamistów w Syrii. Iran od dłuższego czasu posiada wpływ na iracką Al-Qaidę, nie ma więc również zapewne kłopotów z ingerencją w działania Nusra Front.

Sytuacja jest trudna. Uważam, że najkorzystniej byłoby gdyby umiarkowani powstańcy sami uporali się z islamistami. Obecnie jednak nie ma już chyba takiej możliwości. Im dłużej opozycja czeka na wymierne poparcie zachodu, tym większa popularność radykałów. Zachód nie zaangażuje się dopóki dżihadyści są tak aktywni w wojnie. Ponownie, błędne koło się zamyka. Profity z tej sytuacji czerpie Al-Qaida, Bashar Assad i Iran. Aspektem, który wprowadza omawiane zagadnienie na kolejną płaszczyznę jest problem syryjskiej broni chemicznej, którą Amerykanie będą chcieli zabezpieczyć, a w której posiadanie bojownicy będą chcieli wejść, to jednak temat na inną okazję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Syria, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s