Dowodzenie Unified Combatant Commands a polityka.

Źródło: en.wikipedia.org

Źródło: en.wikipedia.org

Na powyższej mapie przedstawiono aktualny kształt amerykańskich Unified Combatant Commands. W siłach zbrojnych USA istnieje obecnie dziewięć tego typu dowództw. Sześć z nich to widoczne na mapie dowództwa geograficzne, oprócz nich funkcjonują również dowództwa funkcyjne – STRATCOM, SOCOM i TRANSCOM, zajmujące się kolejno organizowaniem amerykańskich wysiłków w dziedzinie sił strategicznych, sił specjalnych oraz transportu.

UCC to w pewnym sensie symbol amerykańskich interesów globalnych. Istnienie osobnego sztabu odpowiedzialnego za koordynację działań wszystkich komponentów sił zbrojnych na danym terenie potwierdza amerykańskie ambicje i możliwości wpływu na stosunki międzynarodowe na całym świecie. W dzisiejszych czasach szczególnie istotne znaczenie mają CENTOCM, które sprawuję „pieczę” nad Bliskim Wschodem i Azją Centralną. Od swojego powstania, w 1983 roku, jest niemal bezustannie zaangażowane w działania zbrojne o mniejszym lub większym natężeniu; PACOM, które odpowiada za największy obszar, który w najbliższych latach ma przykuwać najwięcej uwagi Pentagonu; oraz AFRICOM, najmłodsze z UCC, którego aktywność ma wzrastać w najbliższym czasie.

Ogromne znaczenie dla funkcjonowania UCC miało ustawodawstwo z 1986 roku, tak zwany Goldwater-Nichols Act. Mówiąc w skrócie, dokument ten stworzył bardzo specyficzny łańcuch dowodzenia w amerykańskich siłach zbrojnych. W jego ramach dowodzący poszczególnymi dowództwami oficerowie (Ci wybierani są jedynie spośród czterogwiazdkowych generałów i admirałów, czyli najwyższych oficerów w siłach zbrojnych), podlegają bezpośrednio Sekretarzowi Obrony, a poprzez niego prezydentowi Stanów Zjednoczonych, z pominięciem szefów poszczególnych komponentów sił zbrojnych tworzących Połączone Kolegium Szefów Sztabów.

Z jednej strony rozwiązanie to wydaje się być logiczne. UCC to specyficzna struktura. Dowodzący, dajmy na to CENTCOMem wojskowy jest odpowiedzialny za sprawne działanie na swoim terenie zarówno sił lądowych, specjalnych, morskich i powietrznych. Trudno więc oczekiwać, by pełniący dziś funkcję szefa CENTCOM, generał James Mattis, członek Korpusu Piechoty Morskiej, podlegał bezpośrednio Komendantowi Korpusu (obecnie generał James Amos). Byłoby to niepraktyczne rozwiązanie.

Z drugiej jednak strony wielu fachowców podkreśla wady tego rozwiązania, które uwydatnione zostały choćby podczas ostatniej dekady bliskowschodnich wojen. Komentatorzy widzą problem w zbytnim oddaleniu dowodzących UCC od głównego centrum politycznego Stanów Zjednoczonych, którym oczywiście jest Waszyngton. Trzeba zdać sobie sprawę, że przed szefem UCC stoi wiele zadań, które znacznie wykraczają poza wyzwania stricte militarne. Oprócz prowadzenia kampanii wojskowych, zaopatrywania, czy transportu wojska, muszą zważać również na stosunki z krajami-sojusznikami w danym regionie, na terytorium wielu z nich działają przecież amerykańskie bazy. Najwyżsi dowódcy w siłach zbrojnych, którzy na stałe pracują w Pentagonie, znajdują się bliżej Białego Domu, przez co wykazują się o wiele lepszym zrozumieniem spraw politycznych i mają większy wpływ na cywilne kręgi decyzyjne.

W demokratycznych uwarunkowaniach trudno znaleźć rozwiązanie tej sytuacji. Zmniejszenie samodzielności dowódców UCC i poddanie ich większej kontroli Pentagonu, wpłynęłoby negatywnie na sprawność sił zbrojnych USA w poszczególnych regionach globu, a dziś szybkość działania jest kwestią niezwykle ważną. Trudno również wyobrazić sobie, by szefowie UCC zostali wyposażeni w rozbudowane i oficjalne możliwości kreowania polityki USA. Przeczyłoby to podstawowej w demokracji zasadzie oddzielenia wojska od polityki. Za polityczne negocjacje odpowiada Departament Stanu, niestety współpraca między jego przedstawicielami a wojskowymi nie zawsze układa się pomyślnie.

Osobiście uważam, że w amerykańskich warunkach bardziej niekorzystna może okazać się polityczny brak rozeznania i bierność generałów, niż ich zaangażowanie w sferę polityczną. Wojny dzisiejszych czasów są wielowymiarowe i skupienie się na aspekcie czysto wojskowym jest dalece niewystarczające. Nie sądzę z kolei, by stworzenie mechanizmów, dzięki którym szefowie UCC mieliby większy wachlarz możliwości oficjalnego działania w kwestiach politycznych stwarzał zagrożenie dla demokratycznych podstaw współczesnego państwa (w końcu to nie czasy rzymskie, gdzie pełniący władzę w prowincji generał mógł ruszyć na Rzym z przychylnymi mu legionami, ani nawet nie schyłek XVIII wieku, gdzie Napoleon mógł samowolnie rządzić podbijanym przez siebie Egiptem, będąc poza kontrolą rezydującego w Paryżu Dyrektoriatu).

Uważam, że najlepsze byłoby stworzenie nowych rozwiązań. Żaden inny kraj nie posiada dziś tak rozwiniętych struktur, które odpowiadają za potencjał militarny swojego kraju poza własnym terytorium. Specyficzna sytuacja wynika specyficznych działań. Można przyjąć, że powrót do klasycznych rozwiązań, gdzie nadrzędne dowództwo wróciłoby do Pentagonu, byłoby niekorzystne. Goldwater-Nichols Act był krokiem w dobrą stronę, ale jednak zbyt mało zdecydowanym. Dzisiejszy kształt środowiska międzynarodowego podkreśla z jeszcze większą mocą, że kroki na rzecz usprawnienia współpracy między działaniami politycznymi i militarnymi powinny być poczynione.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólnie o wojnie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dowodzenie Unified Combatant Commands a polityka.

  1. Pingback: Osierocony CENTCOM. | nowastrategia

  2. Pingback: AFRICOM – symbol zmian ostatnich lat. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s