Kryzys, eksport uzbrojenia i „piwot” na Pacyfik.

źródło: en.wikipedia.org

źródło: en.wikipedia.org

Kryzys, klif fiskalny, gigantyczne cięcia w budżecie Pentagonu w nadchodzących latach. To smutna rzeczywistość i stale przewijające się w ostatnich miesiącach terminy prasowe. Rzeczywiście, możliwe, że w najbliższych latach rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie tak aktywnym nabywcą rodzimego uzbrojenia, jak miało to miejsce od początku prezydentury Busha Juniora. Jeżeli nie można sprzedać u siebie, należy sprzedawać gdzie indziej.

Eksport broni przez amerykańskie koncerny to żadna nowość i wielomiliardowy biznes. Wystarczy wskazać owocną współpracę na tym polu z sojusznikami na Bliskim Wschodzie, z krajami GCC i Egiptem na czele. Temat zbrojeń bliskowschodnich jest głęboki jak rzeka, bardzo rwąca i niebezpieczna rzeka, mamy bowiem do czynienia z regionem charakteryzującym się najmniejszą wydolnością gospodarczą, a przeznaczającym na zbrojenia największy odsetek PKB. Niewątpliwie kiedyś odbije się to czkawką, póki co jednak zostawmy to zagadnienie.

Wydaje się, że rynek bliskowschodni jest już nasycony, do tego sytuacja polityczna nie sprzyja obecnie intensyfikacji transferów uzbrojenia z USA. Trudno na przykład sprzedawać otwarcie broń Bahrajnowi, który każdego dnia wykorzystuje ją przeciwko własnej ludności… Szczęśliwie pojawił się nowy cel – Azja południowo-wschodnia.

Sytuacja jest niezwykle sprzyjająca. Z jednej strony „piwot” na Pacyfik, jak się wydaje, również w drugiej kadencji Baracka Obamy będzie dominującym hasłem jego polityki zagranicznej. Z drugiej, gwałtownie rośnie ilość amerykańskich sojuszników w regionie. Zacieśnia się współpraca z państwami takimi jak Australia, Filipiny i Singapur; pojawiają się nowe opcje, jak choćby Nowa Zelandia i Myanmar; dodajmy do tego tradycyjnych sprzymierzeńców – Japonię, Tajwan, Koreę i Tajlandię. Wisienką na torcie jest co raz większe zaniepokojenie wymienionych państw lawinowo wzrastającym chińskim potencjałem militarnym i co raz to nowymi północnokoreańskimi próbami rakietowymi. Pomnóżmy to wszystko przez fakt, że w nowym amerykańskim podejściu dominuje nastawienie na współpracę, wspólne szkolenie i kooperacje z sojusznikami, a nie stałą obecność żołnierzy USA. Otrzymujemy środowisko, które jest wymarzone do eksportu uzbrojenia.

Sprzedaż broni w rejon Pacific Command wyniosła w roku 2012 13,7 mld$, wzrastając o 5,4% w stosunku do roku 2011. Przewiduje się, że w następnych latach wzrost ten będzie jeszcze szybszy. Eksport w ten rejon świata ma dla USA, prócz korzyści finansowych, wiele innych zalet. Zaopatrywanie w broń sojuszników znacząco wpływa na polityczne więzi między zainteresowanymi krajami. Można stwierdzić, że uzależnia „klientów” od USA, choćby poprzez potrzebę szkoleń, zaopatrywania w części zamienne, czy dokonywania późniejszych modernizacji zakupionego sprzętu. Ponadto wzrasta zaufanie sojuszniczych rządów, a co bardzo ważne z militarnego punktu widzenia, zwiększa się potencjalna kompatybilność armii sojusznika z siłami zbrojnymi USA, co w efekcie może sprawić, że w przyszłych konfliktach Amerykanie będą mogli ponosić mniejsze wysiłki i w większym stopniu opierać się na siłach sojuszniczych.

O tym, że Stany Zjednoczone wyzbyły się oporów, które miały jeszcze jakiś czas temu, obawiając się galopującego wyścigu zbrojeń na Pacyfiku, świadczy chęć sprzedaży swoich najbardziej zaawansowanych systemów uzbrojenia. Niech symbolem będzie RQ-4 Global Hawk. Od dłuższego czasu obiekt westchnień południowokoreańskiej generalicji, wkrótce może zasilić siły zbrojne Seulu. Kolejni sojuszniczy również ustawiają się w kolejce. Jeszcze większe znaczenie dla regionu będzie miała sprzedaż F-35, na które chętne są Japonia, Singapur, być może również Korea. Dodajmy do tego Indie, które również zaczęły kupować amerykańską broń i widzą swoje interesy na Pacyfiku, a otrzymamy obraz całości.

Amerykańscy przedsiębiorcy mówią o tym bez zbytniej krępacji – „Piwot zaowocuje zwiększonymi możliwościami w zaopatrywaniu naszych przyjaciół w uzbrojenie”. Zapewne tak, warto jednak zadać sobie pytanie o bardziej dalekosiężne skutki nakręcania przez Amerykanów wyścigu zbrojeń, który niewątpliwie ma miejsce i jest bardzo dynamiczny.

Problem w tym, że wydolność finansowa USA się zmniejsza. Chińska wręcz przeciwnie. Wystarczy spojrzeć na artykuł, w którym Foreign Policy wypunktowało kilka najważniejszych obszarów zbrojeń, w których Chińczycy bardzo szybko gonią Amerykanów. Chiny na pewno nie będą biernie przyglądać się na co raz bardziej wypełnione amerykańskim uzbrojenie arsenały krajów, z którymi, w większości, mają sprzeczne interesy. Podobnie Korea Północna będzie bardziej skłonna do przyjmowania agresywnych postaw widząc co raz większy potencjał południowego sąsiada. Gwałtowny wyścig zbrojeń sam w sobie jest zjawiskiem dalece niebezpiecznym. O tym czym może skończyć się dolewanie paliwa do baku amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, poprzez jego nakręcanie, można przeczytać w dowolnym podręczniku do historii XX wieku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Chiny i Azja, Ogólnie o wojnie, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s