Osaczeni przez rewolucje.

źródło: time.org

źródło: time.org

Władcom konserwatywnych monarchii na Półwyspie Arabskim nie żyje się lekko. W zasadzie bez przerwy, od 1979 roku, funkcjonują obawiając się zgubnego wpływu, który na ich kraje mogą mieć przetaczające się przez Bliski Wschód rewolucje. Pierwsza była rewolucja w Iranie. Szczęśliwie dla emirów, królów i sułtanów znad zatoki, Ajatollahom nie udało się eksportować swojej ideologii, gdyż zostali powstrzymani przez imperialne zapędy Saddama Hussajna. Mimo to, od upadku Szacha Iran i władający państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej są wobec siebie mniej lub bardziej wrogo nastawieni, a napięcie między nimi napędza zbrojenia w regionie, terroryzm i sunnicko-szyicki rozłam.

Czy rewolucja znana jako „arabska wiosna” może mieć równie długotrwały i negatywny wpływ na stosunki państw, które były jej areną a monarchiami Półwyspu Arabskiego? Przede wszystkim, póki co, nikt odgórnie nie chce rewolty tej eksportować. Rozprzestrzenia się sama, oddolnie, co dla monarchów jest o wiele bardziej niebezpieczne niż możliwy do zdefiniowania „wróg”, którym jest Iran po 1979 roku. „Arabska Wiosna” zapukała do drzwi państw GCC. Pamiętamy wydarzenia w Bahrajnie, Kuwejcie, w pozostałych państwach również dochodziło do mniejszych wystąpień.

Choć „arabska wiosna” nie miała wystarczającego impetu by zmieść któregokolwiek z arabskich monarchów na Półwyspie, to dynastii Al-Khalifa w Bahrajnie dała się mocno we znaki, a permanentne widmo niepokojów pośród ludności spędza sen z powiek polityków w we wszystkich krajach GCC. Mimo to, możemy dziś już założyć, że rewolucja, którą historia zapamięta jako „arabską wiosnę” wygasła. W każdym z krajów, których dotknęła ewoluowała w specyficzną formę.

W Egipcie doszło do zmiany rządu i ustroju, obecnie trwa klasyczna walka o władzę. W Syrii trwa krwawa wojna domowa, w Libii władzą podzieliły się klany i plemiona, w Jemenie doszło do kosmetycznej zmiany prezydenta. Doświadczenie każdego kraju jest inne, a wszystkie odmienne od wzorców irańskich. Wracając do państw GCC. Choć oczywiście niektóre z nich – Oman, Katar, niektóre Emiraty – funkcjonują w poprawnych stosunkach z porewolucyjnym Iranem, zakulisowa walka między konserwatywnymi monarchami a Teheranem stała się zjawiskiem stale obecnym w regionie. Walka o wpływy w całym regionie, próby wzajemnej infiltracji, afery szpiegowskie i wyścig zbrojeń, dochodzi do tego wspomniany wyżej czynnik religijnej odmienności.

Wydaje się jednak, że w najbliższym czasie Iran nie będzie jedynym problemem sędziwych monarchów. W którą stronę podąża Egipt? To pytanie zadają sobie wszyscy interesujący się regionem. Trudno dziś wskazać państwo bardziej rozdarte między różnymi możliwościami rozwoju w nadchodzących latach. Z jednej strony zależność od USA, z drugiej wrogość egipskiej ulicy wobec Izraela, z jednej dominacja sunnizmu wśród mieszkańców, z drugiej próby rozpoczęcia nowego rozdziału stosunków z Iranem, z jednej Bractwo Muzułmańskie, z drugiej liberalna część społeczeństwa, która była motorem napędowym rewolucji w jej pierwszej fazie.

Być może to tylko wróżby, ale uważam, że Egipt musi zacząć „rozpychać się” w regionie. Kraj o tak ogromnym potencjale w sposób naturalny będzie chciał nadrobić długie dekady wycofania z aktywnej gry na bliskowschodnim teatrze polityki międzynarodowej. Biorąc pod uwagę kto obecnie dominuje na politycznej scenie w Egipcie, a może co ważniejsze, jakie nastroje panują pośród zwykłych Egipcjan, spodziewam się, że Kair będzie oddalał się od USA i, gdy porewolucyjny ład okrzepnie, będzie dążył do obalenia „systemu z Camp David”.  Egipt będzie się radykalizował i tworzył własną tożsamość, która w regionie będzie nową jakością. Nie spodziewam się, aby stał się częścią, któregoś ze znanych dziś „bloków”. Trudno wyobrazić sobie go w jednym szeregu z Iranem, a jeszcze trudniej w jednym obozie z monarchami Półwyspu Arabskiego.

Uważam, że Egipt stanie się kolejnym ośrodkiem walczącym o dominację i rząd dusz na Bliskim Wschodzie. Nie posiada co prawda wielkich złóż surowców naturalnych, ale ma strategiczne położenie, ogromny potencjał ludnościowy i ogromną tradycję. Nowy Egipt, podobnie jak Iran, będzie kontestował politykę i bogactwo naftowych monarchów. Dla wpływów Saudów i innych monarchów Zatoki Perskiej w muzułmańskim świecie państwo rządzone przez Bractwo Muzułmańskie może okazać się znacznie groźniejsze niż Iran. Nie zapominajmy, że nowi gospodarze Egiptu również są Sunnitami, co więcej są Sunnitami, którzy nie przykładali ręki do wojskowej obecności państw Zachodu w regionie.

Wydaje się, że Egipt wkroczył już na pole bitwy. Ostatnie wydarzenia, gdzie w Zjednoczonych Emiratach zlikwidowano tajne komórki Bractwa Muzułmańskiego dobitnie o tym świadczą. Póki co Egipcjanie zaprzeczają, wypierają się, doszukują się prowokacji. Póki co w Egipcie potrzebne są petrodolary. Jednak gdy ten potężny kraj okrzepnie, gdy w pewnym kształcie wyłoni się z rewolucyjnego chaosu , walka o hegemonię na Bliskim Wschodzie wejdzie w zupełnie nowy etap, w którym nie wróżę państwom GCC sukcesów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Arabia Saudyjska, Bahrajn, Egipt, Jemen, Katar, Kuwejt, Oman, ZEA i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Osaczeni przez rewolucje.

  1. Pingback: Jeśli nie atom to co? Część II | nowastrategia

  2. Pingback: Kraina niepewności i niespodzianek. Część II. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s