Jeśli nie atom, to co? Część II

źródło: blogs.telegraph.co.uk

źródło: blogs.telegraph.co.uk

W poprzednim artykule opisałem pokrótce potencjał irańskiej marynarki wojennej, dziś skupię się na jej praktycznych działaniach oraz możliwości wpływu na bliskowschodnią geopolitykę.

Po pierwsze irańska marynarka już dziś może w poważny sposób zagrozić dominacji zachodnich marynarek na wodach od Morza Śródziemnego po Zatokę Bengalską. Te kluczowe dla światowej gospodarki akweny ograniczone są „wąskimi gardłami”, w których znacznie słabsza flota może poważnie zagrozić flocie silniejszej i bardziej nowoczesnej. Mam tutaj na myśli, prócz Cieśniny Ormuz, również Cieśninę Bab al-Mandeb, czy też podejścia do Kanału Sueskiego (możliwości operacyjne irańskiej floty w rejonie Cieśniny Malakka traktuję póki co w kategorii pobożnych życzeń Teheranu). Wody te łatwo zablokować, na przykład poprzez atak na statki handlowe, i na wiele miesięcy wyłączyć z użytkowania. Prócz ciosu dla handlu międzynarodowego i zachodnich gospodarek znacznie zmniejszyłaby się również swoboda działania floty USA w regionie.

Sam fakt aktywności IRIN na niedostępnych do niedawna dla niej akwenach, takich jak Morze Czerwone, a nawet Śródziemne (o tym za chwilę) stanowi duże niebezpieczeństwo. Pamiętajmy, że we wszystkich kryzysach w stosunkach z Irakiem, pomiędzy 1990 a 2003 rokiem, flota USA, ciesząc się pełnym bezpieczeństwem na Morzu Czerwonym i wschodnim Morzy Śródziemnym, skutecznie wspierała operacje w Iraku. Amerykańska wolność na tym obszarze należy do przeszłości.

Biorąc pod uwagę powyższe koniecznie trzeba wspomnieć o porozumieniu politycznym, które Teheran zawarł z Dżibuti w grudniu 2010 roku. Iran, który zwiększył swoją aktywność na wodach Zatoki Adeńskiej i Morza Czerwonego pod pretekstem uczestnictwa w operacjach antypirackich, zapewnił możliwość zawijania swoich okrętów do portów Dżibuti. Tym samym zdobył pewne oparcie w zachodniej części omawianych akwenów. Na Morzy Czerwonym co raz częściej pojawiają się irańskie okręty podwodne, wyjątkowo niebezpieczne na tych specyficznych wodach.

Nie trudno wyobrazić sobie również, że Iran może rozmieścić zabójcze dla okrętów chińskie pociski C-802 na czerwonomorskich wybrzeżach. Choćby w Jemenie, Erytrei, a może nawet na objętym bezprawiem Synaju. Ewentualne skutki tej sytuacji mogłyby być katastrofalne dla USA. Należy bez wątpienia stwierdzić, że zwiększający się potencjał irańskiej marynarki, połączony z korzystnymi dla Iranu zmianami politycznymi w ostatnich latach sprawił, że Stany Zjednoczone w wypadku wojny na Bliskim Wschodzie nie będą mogły bezpiecznie operować swoimi siłami morskim na omawianych akwenach. Iran osiągnął duży sukces, nie jest bowiem tajemnicą, że jeżeli USA będą w najbliższym czasie z kimś na Bliskim Wschodzie wojować, to właśnie z reżimem ajatollahów.

Wody, na których operuje IRIN są kluczowe dla międzynarodowego handlu. Wzrastający potencjał sił podwodnych Iranu może zostać wykorzystany do ataków na statki handlowe, przecinanie szlaków, zatapianie tankowców z ropą państw GCC, zaopatrujących w surowce państwa zachodu. By wyobrazić sobie zagrożenie wystarczy wspomnieć „wojnę tankowców” z czasów konfliktu iracko-irańskiego. Z tym, że obecnie Iran posiada duże możliwości niepokojenia handlu nie tylko na wodach Zatoki Perskiej i Cieśniny Ormuz, ale również na innych akwenach.

Od zarania dziejów marynarka wojenna jest świetnym narzędziem wspierania działań politycznych. Nie inaczej jest w przypadku IRIN. Choć irańska flota jest potencjalnie niewielka, już dziś może wywierać, i wywiera, wpływ na wiele państw w regionie. Wspomnijmy choćby zimę 2011 roku. Wówczas to, pierwszy raz od bardzo dawna, irańskie okręty przekroczyły Kanał Sueski i weszły na wody Morza Śródziemnego. Rejs można uznać za symboliczny, brały w nim udział jedynie dwie jednostki, miał jednak ogromne znaczenie propagandowe. Wyprowadził z równowagi izraelskich polityków i wojskowych, a być może dzięki niemu przemycono również broń dla irańskich sojuszników w Strefie Gazy i Syrii. Irańskie okręty odwiedziły wówczas syryjską Latakię.

Iran za pomocą floty próbuje wbić również klin w spójność Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Jak wiadomo Katar, Oman i niektóre Emiraty wchodzące w skład ZEA nie są nieprzychylne Iranowi, tak jak Arabia Saudyjska, Bahrajn i Kuwejt. Iran stara się wykorzystać te rozbieżności proponując, z sukcesami, współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa morskiego Katarowi i Omanowi. Współpraca z tym pierwszym zacieśniła się w kwietniu 2010 roku, kiedy to katarscy oficerowie brali udział w irańskich ćwiczeniach Wielki Prorok 5. Pod koniec 2010 i na początku 2011 Iran odbył wspólne ćwiczenia z Omanem. Dotyczyły one jedynie zadań SAR, ale wydźwięk polityczny był tutaj znacznie ważniejszy niż militarny.

Jak wspominałem wielokrotnie, „prezencja flagi” i symbolizowanie własnej siły jest dziś podstawowym zadaniem marynarki USA, ale także Iranu. Irańscy politycy od dłuższego czasu przekonują w publicznych wystąpieniach, że ich flota jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej i na okolicznych akwenach; że państwa GCC powinny oprzeć się na współpracy z Iranem i rozluźnić więzi z USA i innymi zachodnimi flotami, które , według Iranu, zwiększają jedynie napięcie w regionie.

Monarchowie z półwyspu musieliby być szaleni, żeby rozważać w ogóle tę kwestię. Iran całkowicie zdominowałby morskie środowisko regionu, tym samym zarówno eksport i import państw GCC byłby od Teheranu całkowicie zależny, co zmieniłoby je w irańskich satelitów. Sprawa jest całkowicie abstrakcyjna, pamiętajmy jednak, że kropla drąży skałę, a irańskie apele o pozbycie się obcych z wód Zatoki padają czasami na podatny grunt.

Nawet w Polsce są badacze, których nazwiska i książki pozwolę sobie przemilczeć, którzy widzą wycofanie się USA z regionu i wzięcie przez Iran odpowiedzialności za bezpieczeństwo w Zatoce jako dobre rozwiązanie na przyszłość. O ile jednak publicyści o całkowicie nierealnych i życzeniowych poglądach na sytuację na Bliskim Wschodzie mają wpływ niewielki, o tyle ludność w krajach GCC już tak. Wielokrotnie pisałem o co raz słabszej pozycji naftowych monarchów, którzy nie cieszą się popularnością w zmienionym przez „arabską wiosnę” regionie. Co więcej, wielu z ich poddanych to Szyici, którzy w razie przewrotu i zmian na szczytach władzy mogą zechcieć zerwać więzi z USA, a na Iran spojrzeć przychylnie.

Inwestycje w IRGCN i IRIN są dla Iranu bardzo opłacalne. Przy relatywnie niewielkich kosztach, zwłaszcza jeśli porównamy je z miliardami, które na flotę wydają Amerykanie, Teheran zapewnił sobie duże możliwości działania w Zatoce Perskiej, co raz większy wpływ na innych akwenach regionu, a także bardzo skuteczny oręż wpływu na bliskowschodnią politykę. Trzeba zdać sobie sprawę, że Iran znalazł we flocie świetną alternatywę, dzięki której będzie mógł wyrażać swoje ambicje, nawet jeśli zostanie zmuszony do zrezygnowania z programu atomowego. Jeżeli środki, które obecnie pochłania program przesunięte zostaną do sił konwencjonalnych, w tym głównie marynarki wojennej, Iran będzie mógł kształtować sytuacje w regionie w sposób nie mniej skuteczny niż z bombą jądrową w arsenale.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iran, Marynarka Wojenna, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s