Kraina niepewności i niespodzianek. Część II.

źródło: en.wikipedia.org

źródło: en.wikipedia.org

3. Brak wojen między aktorami państwowymi – Na Bliskim Wschodzie od dawna nie toczą się żadne wojny między aktorami państwowymi. Owszem, w czasie Zimnej Wojny toczyły się liczne wojny izraelsko-arabskie. Były to konflikty stosunkowo krótkie, oraz mało krwawe. Wyjątkiem była wojna iracko-irańska, która pochłonęła wiele ofiar, a swoim charakterem przypominała momentami zmagania w I Wojnie Światowej.

Rzeczywiście, w dzisiejszych czasach region kojarzy się z napięciami wywoływanymi głównie przez aktorów niepaństwowych, organizacje terrorystyczne i mniejszości etniczne. Czy w najbliższym czasie może się to zmienić? Uważam, że tak. „Arabska wiosna” zaburzyła równowagę w regionie, zniszczyła status quo, w ramach którego rządzący nie widzieli interesu w zbrojnych konfliktach z sąsiadami. Zmiany w podejściu mogą dotyczyć zarówno Egiptu, którego władze po ustabilizowaniu sytuacji wewnętrznej mogą zechcieć „rozpychać się” w regionie. Ważnym czynnikiem będzie również opinia samych Egipcjan, którzy mogą domagać się przewartościowania stosunków z Izraelem.

Nie wiemy również jaki kształt przybierze Syria po wojnie. Dziś możemy jedynie gdybać kto obejmie tam władzę i jakie postawę wobec sąsiadów przybierze. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że Zachód nie kwapi się mocniej zaangażować, a tym samym kreować sytuację w tym kraju. Nie trudno wyobrazić sobie wojowniczy sunnicki rząd w Damaszku, który może przyjąć agresywną postawę zarówno wobec Izraela, jak i rządzonego przez Szyitów Iraku. Kolejne niebezpieczeństwo to możliwość zwrócenia się państw, w których władza będzie w rękach porewolucyjnych rządów, przeciwko konserwatywnym monarchom Półwyspu. Resentymenty między państwami bogatymi w surowce energetyczne, a krajami uboższymi w ropę i gaz, są na Bliskim Wschodzie żywe od długiego czasu.

Ostatnia kwestia to możliwość starcia między GCC a Iranem. W ten konflikt jednak na pewno byliby zaangażowani Amerykanie. Generalnie uważam, że im bardziej zmniejsza się obecność USA w regionie i ich wpływ na sytuację na Bliskim Wschodzie, tym większe będą szanse na „tradycyjne-międzypaństwowe” wojny w regionie.

4. Polityczny opór wobec współpracy z USA – Z tym, że Amerykanie nie są mile widziani na Bliskim Wschodzie przez większość jego mieszkańców nie warto polemizować. A co z elitami władzy? Obecna tendencja jest dla Amerykanów wyjątkowo niekorzystna, bowiem w ciągu rządów Busha i Obamy Stany Zjednoczone utraciły bardzo wiele z zaufania wśród swoich sojuszników (Arabia Saudyjska), niektórych całkowicie stracili (Mubarak), w innych miejscach, poprzez złą politykę, nie udało im się ukształtować środowiska politycznego w korzystny dla siebie sposób (Irak). Trend ten może się jednak odwrócić. Na Amerykanów łatwo narzekać, kiedy mimo wszystko są oni obecni w regionie. O wiele trudniej będzie gdy ich zabraknie.

Trzeba pamiętać o tym jak wiele państw regionu jest uzależnionych od amerykańskiego wsparcia i gwarancji. Na pierwsze miejsce wysuwają się monarchowie Półwyspu. Czujący oddolną presję, otoczeni przez co raz bardziej niestabilne środowisko władcy są od USA całkowicie zależni i nie mają w tej chwili innej alternatywy. Monarchowie będą zmuszeni wybaczyć Amerykanom zarówno to, że ci wbrew ich radom zaatakowali Saddama w 2003, że zawiedli ich nadzieje na atak na Iran, że przyłożyli się do upadku Mubaraka, że w zbyt mało zdecydowany sposób wspierają będącą w opałach dynastię Al-Khalifa w Bahrajnie (choć tutaj USA robią tyle ile mogą zrobić, nie tracąc twarzy na arenie międzynarodowej, czyli przymykają oko na wszystko co dzieje się na wyspie). Monarchowie muszą przyjmować antyamerykańską postawę publicznie, ale wydaje się, że dziś chętniej widzieliby na swoim terenie większe siły USA, niż Amerykanów stopniowo opuszczających region, osłabiających własne siły zbrojne i przenoszących się na Pacyfik.

Więzi z Izraelem są stabilne, wbrew temu co można było sądzić w ostatnich miesiącach. Bliskim celem na najbliższy czas musi być ułożenie jak najlepszych stosunków z Turcją, a dalszym osadzenie zależnego od współpracy z Zachodem rządu w Syrii. To drugie zadanie jest bardzo karkołomne, ale w razie powodzenia może przynieść bardzo duże korzyści.

5. Iran może zrezygnować z rozwoju programu atomowego pod naciskiem pokojowych środków – Nadzieje na osiągnięcie porozumienia z Iranem są według mnie złudne. Problem trwa od bardzo dawna, a kolejne, przeciągające się rundy negocjacji są jedynie bardzo cennym dla Iranu zyskiem czasu. Tymczasem wraz z każdym raportem IAEA sytuacja przedstawiana jest w co raz ciemniejszych barwach, służby wywiadowcze USA i Izraela co jakiś czas natrafiają na ślady nowych placówek związanych z programem, a i sam Iran szczyci się swoimi postępami i z dumą ogłasza plany dotyczące instalacji większych ilości nowoczesnych wirówek do wzbogacania uranu.

Obecnie Iran może czuć się bardzo pewnie, nie zanosi się bowiem, że USA zdecydują się na interwencję, a samodzielny atak Izraela raczej w niewielkim stopniu zaszkodzi programowi. Nie to jest jednak najważniejsze. Historia ostatniego dwudziestolecia uczy ajatollahów, że aby móc ochronić własne interesy i przetrwanie reżimu broń atomowa jest niezbędna. Tej lekcji udzielili im sami Amerykanie obalając reżimy iracki i przyczyniając się do obaleniu władzy w Libii. Oba te kraje na pewnym etapie swojej historii zrezygnowały z programu atomowego, co w efekcie kosztowało Hussajna i Kaddafiego nie tylko władzę, ale i życie.

Wydaje się również, że choć polityczna pozycja Iranu w regionie jest obecnie słabsza, niż dwa lata temu, co ma związek z kłopotami jego najważniejszych sojuszników, to pozycja Teheranu wobec zagrożenia atakiem ze strony USA się wzmacnia. Ma to związek z kłopotami budżetowymi amerykańskich sił zbrojnych i wyzwaniami stojącymi przed Stanami Zjednoczonymi w innych rejonach globu. Dlatego dziś trudno wskazać czynniki, które miałyby skłonić Iran do zawieszenia prac nad bronią atomową.

6. Inne państwa regionu nie będą dążyć do stworzenia własnych programów atomowych – Jeżeli Iran zbuduje broń atomową, to drogą tą podążą inne państwa, które będą musiały w szybki sposób zredukować irańską przewagę i zniwelować zaburzenie równowagi w regionie. Państwem, które będzie chciało wyposażyć się w broń jądrową na pewno będzie Arabia Saudyjska (i być może ZEA), która w co raz mniejszym stopniu może polegać na amerykańskich gwarancjach. Atomowe ambicje mogą również odrodzić się w Egipcie, który ma pewne tradycje na tym polu, a także w Turcji, którą potencjał do tego predysponuje. Możliwość zewnętrznego wpływu na środowisko, w którym tylu aktorów posiada broń atomową ulegnie gwałtownemu zmniejszeniu.

7. Amerykanie nie będą w najbliższym czasie walczyć – Mogą zostać do tego zmuszeni i to szybciej niż nam się wydaje. Bezpieczeństwo w regionie i wielość wyzwań, które z sytuacji na Bliskim Wschodzie się rodzą systematycznie wzrasta od 2001 roku. Pomimo wieloletniego zaangażowania Stanów Zjednoczonych nie udało się „załatwić” żadnego z palących problemów, a pojawiło się sporo nowych. W Waszyngtonie na pewno zdają sobie sprawę, że problemy same się nie rozwiążą, a historia wojskowości uczy, że jeżeli Amerykanie nie zdecydują się na demonstrację siły, te punkty zapalne będą pojawiać się z jeszcze większą częstotliwością.

Bliski Wschód jest obszarem wyjątkowo podatnym na czynnik demonstracji siły. Jeżeli rządzący w państwach takich jak Iran, czy islamscy terroryści dojdą do przekonania, że Amerykanie nie mają obecnie możliwości, a co gorsza woli do prowadzenia działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie, to dostosują do tych wniosków swoją politykę. Jeśli ten specyficzny obszar całkowicie wymknie się spod kontroli, to będzie to dla światowej geopolityki prawdziwa katastrofa. Sądzę, że Amerykanie powinni dziś żałować, że z irańskim programem atomowym nie rozprawili się jeszcze za Busha, gdy koniunktura była ku temu o wiele lepsza, a amerykańskie siły zbrojne w regionie silniejsze. Myślę, że w wojnę w Syrii również warto było zaangażować się o wiele wcześniej, dobrym wzorem była kampania libijska.

Kolejne czego uczy historia wojen to fakt, że w konfliktach zbrojnych warto posiadać inicjatywę. Stałe przyjmowanie pozycji wyczekującej, reagowanie na problemy, gdy te są już mocno nabrzmiałe, zagraża skuteczności potencjalnej interwencji, a ich ilość wkrótce Amerykanów po prostu przerośnie. Dodać również należy, że kraje Bliskiego Wschodu widząc słabość i bierność USA zwrócą się w stronę innych sojuszników, co z kolei odbije się na sytuacji w innych regionach świata. Na przykład w tych, w których Amerykanie widzą dziś swoje najważniejsze interesy.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest bardzo płynna, region bardzo często zaskakuje świat zewnętrzny nagłymi, nieprzewidzianymi woltami i gwałtownymi wydarzeniami. Im mniejsze zaangażowanie i słabsza pozycja Zachodu w regionie, tym wydarzenia te będą miały bardziej drastyczne skutki, a możliwość reakcji na nie ograniczona. Dlatego warto jeszcze raz przemyśleć i być może przewartościować pewne sprawy. Okazało się, że rozwiązania polityczne zawodzą, wojny w regionie prowadzone były w sposób nieodpowiedni, a za pomocą dronów i sił specjalnych można poradzić sobie jedynie z wąskim spektrum zagrożeń. Barack Obama, który od początku swojego urzędowania w Białym Domu nie skrywa tego, że od spraw bliskowschodnich chciałby być jak najdalej, musi powrócić do twardej polityki w regionie, bo tempo niekorzystnych zmian, które dziś obserwujemy zaskakuje nawet najbardziej pesymistycznych komentatorów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Arabia Saudyjska, Bahrajn, Broń Masowego Rażenia, Egipt, Iran, Syria, Turcja, USA wobec Bliskiego Wschodu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kraina niepewności i niespodzianek. Część II.

  1. Pingback: Przeciętny Amerykanin a sprawa bliskowschodnia. | nowastrategia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s